3 października 2007 roku, około ósmej rano czasu polskiego, w bagdadzkiej dzielnicy Karrada zaatakowano konwój z polskim ambasadorem. Zginął plutonowy Biura Ochrony Rządu Bartosz Orzechowski, pośmiertnie awansowany na podporucznika. Ambasador, generał Edward Pietrzyk, oraz trzej inni funkcjonariusze BOR zostali ranni.
Co się stało w Karradzie
Konwój trzech polskich samochodów wyjeżdżał wąską uliczką prowadzącą do rezydencji ambasadora. Co do przebiegu samego ataku relacje z tamtego dnia się różniły: rzecznik MSZ Robert Szaniawski mówił o co najmniej dwóch ładunkach wybuchowych umieszczonych na poboczu, naoczni świadkowie cytowani przez AFP — o trzech wybuchach. Po detonacjach napastnicy otworzyli ogień. Służba Ochrony Państwa, formacja będąca następcą BOR, podaje dziś wersję rozstrzygającą: trzy kierowane ładunki wybuchowe, które zatrzymały kolumnę 150 metrów od rezydencji ambasadora.
Orzechowski prowadził samochód ambasadora. Śmiertelnie ranny, zwolnił blokadę drzwi pojazdu — dzięki temu pozostali funkcjonariusze BOR zdołali wydostać uwięzionego w aucie Pietrzyka. Zmarł w szpitalu. Miał dwadzieścia dziewięć lat, w BOR służył od marca 2003 roku, a w Iraku był od początku maja 2007. Do planowanego powrotu do kraju zostały mu trzy tygodnie.
Generał Pietrzyk odniósł poparzenia obejmujące około dwudziestu procent ciała. Rannego ambasadora ewakuowali śmigłowcem amerykańscy kontraktorzy z Blackwater — firma przyjęła nazwę Academi dopiero cztery lata później, więc w relacjach z 2007 roku występuje pod pierwotną nazwą.
Po zamachu ochronę ambasady przejęło wojsko
Ustawa przewidywała, że ochronę polskich ambasad, urzędów konsularnych i przedstawicielstw zapewnia Biuro Ochrony Rządu. Po zamachu BOR wycofał jednak swoich funkcjonariuszy z placówek w Iraku i Afganistanie, a Ministerstwo Spraw Zagranicznych porozumiało się w sprawie dalszej ochrony z Ministerstwem Obrony Narodowej. Zadanie przejęli żołnierze Jednostki Wojskowej GROM.
Sam ambasador mówił o tej zmianie „Rzeczpospolitej”: „Korzystam teraz z wielkiej życzliwości wojska. Mam niezawodną i profesjonalną ochronę. To świetnie wyszkoleni ludzie z ogromnym doświadczeniem”.
Znicz na ulicy, z której strzelano
W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” w 2008 roku generał Pietrzyk opowiedział o swoim powrocie na miejsce zamachu:
Miałem jedno, honorowe zobowiązanie. Żona i mama Bartka, mojego kierowcy, który zginął w zamachu, poprosiły mnie, żebym tam na miejscu zapalił mały znicz. Żona Bartka wręczyła mi go przed wyjazdem. Pojechałem w towarzystwie gromowców. Zajeżdżamy na tą ulicę Bagdadu z zaskoczenia. Wysiadam i zapalam ten znicz. Klękam, żeby się pomodlić za Bartka. I wtedy na tym samym dachu, z którego wtedy do nas walili, pojawiają się ludzie z bronią. Dowódca gromowców krzyczy: Panie ambasadorze, w nogi, bo nas tu pozabijają! To było 25 stycznia tego roku. Odjechaliśmy tak szybko, jak tylko się dało. Taki jest Bagdad.
GROM w ambasadzie — nie pierwszy raz
Skierowanie operatorów do ochrony placówki nie było pierwszym kontaktem jednostki z polską ambasadą w Bagdadzie. Kilka lat wcześniej, tuż po wybuchu wojny irackiej, GROM dostał od polskiego rządu polecenie zabezpieczenia budynku ambasady. Zajęcie pustego obiektu trwało kilka dni i przebiegło bez przeszkód — po czym żołnierze spędzili w nim kolejne tygodnie, czekając na przylot dyplomatów. Ci przylecieli nie do Bagdadu, lecz do Jordanii, skąd operatorzy musieli ich przetransportować do ambasady. Powodem były tańsze bilety do Ammanu.
Lato 2008: ambasadora wiozą komandosi z Lublińca
Ochrona placówki to jedno, a poruszanie się po kraju — drugie. Latem 2008 roku ambasador przyleciał z Polski do Diwaniji, omijając Bagdad. Drogę powrotną, liczącą kilkaset kilometrów, pokonał lądem w kolumnie Humvee prowadzonej przez polskich operatorów — bo kontyngent miał wtedy kłopoty ze śmigłowcami.
Byli to komandosi z Lublińca z X zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Iraku, wówczas jeszcze 1. Pułku Specjalnego. Jeden z uczestników wspominał to tak: „Dlatego musieliśmy się zająć eskortą Edwarda Pietrzyka. Ponieważ kontyngent miał wtedy problem ze śmigłowcami, więc liczącą kilkaset kilometrów trasę z Diwaniji do Bagdadu ambasador pokonał w kolumnie Humvee, prowadzonej przez naszych operatorów”.
Tym uczestnikiem był dowódca grupy specjalnej tej zmiany, Michał „Strzała” Strzelecki. Dziś, w stopniu generała dywizji, dowodzi Dowództwem Komponentu Wojsk Specjalnych.
Naszym obowiązkiem jest pamiętać
Bartosz Orzechowski urodził się 22 czerwca 1978 roku w Zamościu. Zginął 3 października 2007 roku w Bagdadzie, osłaniając człowieka, którego miał chronić. Prezydent RP awansował go pośmiertnie na podporucznika i odznaczył Krzyżem Komandorskim Orderu Krzyża Wojskowego — najwyższego odznaczenia za zasługi w działaniach przeciw terroryzmowi, nadawanego za czyny bojowe w czasie pokoju.
Źródła
- Służba Ochrony Państwa — komunikat o rocznicy śmierci ppor. Bartosza Orzechowskiego: trzy kierowane ładunki, odległość 150 m od rezydencji, zwolnienie blokady drzwi i ewakuacja ambasadora, trzej ranni funkcjonariusze BOR, awans pośmiertny i Order Krzyża Wojskowego.
- Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji — relacja z pogrzebu (2007): klasa odznaczenia — Krzyż Komandorski Orderu Krzyża Wojskowego, daty służby w BOR (3.03.2003) i w Iraku (2.05.2007).
- „Wprost” — „Oficer BOR zginął w Iraku, ambasador RP ranny” (3 października 2007): przebieg ataku, rozbieżne wersje o liczbie ładunków, dzielnica Karrada, konwój trzech samochodów, czterej ranni funkcjonariusze.
- „Wprost” — „BOR wycofany z Iraku”: decyzja o wycofaniu BOR, porozumienie MSZ z MON, wypowiedź gen. Pietrzyka dla „Rzeczpospolitej”.
- Jarosław Rybak, Portal Obronny (10 maja 2026) — „Nieznane epizody ze służby gen. Strzeleckiego”: eskorta ambasadora z Diwaniji do Bagdadu latem 2008, skład X zmiany PKW Irak.
- „Gazeta Wyborcza” (2008) — rozmowa z gen. Edwardem Pietrzykiem: powrót na miejsce zamachu 25 stycznia 2008 roku.
- Herald Net / Associated Press — „Blackwater rescues ambushed Polish envoy”: ewakuacja rannego ambasadora przez kontraktorów.
Fot.: „Trzynaście moich lat w JW GROM”.