🎁 Odbierz -10% na pierwsze zamówienie. Zapisz się i zgarnij kod.
PRZYGOTOWANIE

Czy w Polsce obowiązuje fikcja szkoleniowa? Medyk z ukraińskiego frontu o przepaści między poligonem a wojną dronów

PRZYGOTOWANIE ·

Czy w Polsce obowiązuje fikcja szkoleniowa? Medyk z ukraińskiego frontu o przepaści między poligonem a wojną dronów

SilentHeroes
SilentHeroes
| 7 min czytania |

Na zdjęciach z ćwiczeń wygląda to schludnie: namioty z oznaczonymi punktami medycznymi, pojazdy ewakuacyjne sunące w kolumnie, kilkunastoosobowa obsługa pochylona nad jednym poszkodowanym, którego pakuje się do wielonoszowej sanitarki. Problem w tym, że na froncie w Ukrainie żaden z tych obrazków nie miałby prawa przetrwać dłużej niż kilka minut. Tę przepaść między salą wykładową a okopem najmocniej punktują dziś ludzie, którzy stoją po drugiej stronie – jak Damian Duda, polski medyk pola walki i prezes fundacji „W międzyczasie”, ratujący rannych na froncie od 2014 roku. Jego pytanie jest niewygodne: czy w Polsce nadal obowiązuje fikcja szkoleniowa?

Co Duda nazywa „fikcją szkoleniową”

Komentując opis jednych z ćwiczeń, których scenariusz zakładał rany od ataków dronami, Duda zwrócił uwagę, że pokazana w nich infrastruktura w realnej strefie walk już nie istnieje: stałe punkty w namiotach, ewakuacja w kolumnie, kilkanaście osób skupionych wokół jednego rannego. W jego ocenie utrwalanie takiego obrazu jest niebezpieczne.

„Promowanie fikcji szkoleniowej, jaka jest oderwana od współczesnego pola walki, to jawne szkodliwe działanie na rzecz polskiej armii i polskiego państwa” – pisze Duda.

To mocne, jednoznacznie autorskie słowa i tak je traktujemy – jako stanowisko praktyka, nie wyrok instytucji. Rzecz w tym, że obraz, który Duda krytykuje, jest dokładnie tym, co na współczesnym polu walki ginie najpierw. I to akurat potwierdzają twarde dane, a nie tylko emocje z okopu.

Dlaczego „schludny” obraz ćwiczeń jest dziś śmiertelny

Klasyczna doktryna zakładała tzw. złotą godzinę – rannego trzeba dostarczyć pod opiekę chirurgiczną w około 60 minut. Jak ostrzega Wojskowy Instytut Medyczny, w realiach wojny dronowej ta reguła w praktyce padła: ewakuacja trwa nie minuty, lecz godziny, a czasem dni. Bezzałogowce stały się dominującym źródłem ran – mówi się o rzędzie 70-75 procent obrażeń – a ciągła obserwacja z powietrza rozciąga strefę zagrożenia na kilkadziesiąt kilometrów w głąb od linii styczności.

Teraz wystarczy nałożyć na to obraz z ćwiczeń. Kolumna pojazdów to skupiony, łatwy cel. Duża, wielonoszowa sanitarka to jeden trafiony pojazd zamiast jednego trafionego rannego. Kilkanaście osób wokół poszkodowanego to kilkanaście celów w jednym miejscu. Oznaczenie czerwonego krzyża, które miało chronić, w tej wojnie bywa traktowane jak wskaźnik celu – rosyjskie drony FPV celowo polują na ekipy medyczne. Szacunki frontowe przytaczane w polskich materiałach o gotowości medycznej mówią, że nawet do 80 procent rannych, którzy przy szybkiej ewakuacji mieliby szanse, umiera, zanim pomoc dotrze. Nie z braku wiedzy medyka – z niemożności dotarcia i wyniesienia żywego człowieka.

„Piszę to z okopów”

Siłą głosu Dudy jest to, że nie mówi z sali konferencyjnej. W czerwcu 2026 roku publikował na bieżąco relacje z kolejnych dób rotacji – surowy zapis pracy medyka, gdy każdy ruch obserwuje niebo. To jego słowa i jego perspektywa; przytaczamy je jako świadectwo.

„Ale co ja tam wiem, piszę to tylko z okopów i odliczam kolejne »komunijne drony«, jakie utylizują wszystko, co się porusza w strefie walk.”

W jego relacjach ewakuacja bywa improwizacją na granicy ryzyka: medyk siada na przyczepce z poleceniem, które mówi o tej wojnie wszystko – „miej oko na niebo”. Przy siódmej dobie opisuje moment, gdy zespół łamie zasadę poruszania się wyłącznie w dwuosobowej sekcji, i nagły dźwięk, po którym „wylatują z ciebie automatycznie wszystkie posiłki”. Kulminacją cyklu jest doba czternasta:

„14 doba – FPV! Leci na nas, nie mamy schronienia.”

Jak relacjonował, zespół wyszedł wprost na drona FPV kilka minut po zrobieniu zdjęcia – uratował ich tylko ułamek sekundy, w którym operator nie zdążył skręcić maszyny.

To jest pole walki, na którym kolumna sanitarek i namiot z oznaczonym punktem brzmią jak relikt innej epoki.

Cięższy zarzut: zablokowany transfer doświadczeń

Duda nie zatrzymuje się na krytyce scenariuszy ćwiczeń. Stawia zarzut dalej idący – że doświadczenia z Ukrainy bywają blokowane właśnie przez instytucje, które powinny je zbierać, dostarczać jednostkom i przekuwać w rozwiązania systemowe. Pyta wprost, jak długo polskie szkolenie ma żyć w „poligonowej i koncepcyjnej bańce”, z góry skazując na straty personel Wojskowej Służby Zdrowia i zasoby, które mają zapewnić sprawną ewakuację oraz stabilizację rannego żołnierza.

To jest jego ocena i podajemy ją jako głos z linii, nie jako ustalenie. Warto jednak zauważyć, że niepokój co do gotowości nie jest wyłącznie jego. Sam Wojskowy Instytut Medyczny otwarcie pyta, czy Polska jest przygotowana na wojnę dronów i tysiące rannych, a w innym materiale stawia jeszcze ostrzejszą diagnozę – że drony nie tyle złamały medycynę pola walki, ile obnażyły, iż była ona „złamana od dawna”. Innymi słowy: ostry ton Dudy spotyka się z chłodną analizą instytucji w tym samym punkcie – dotychczasowy model nie nadąża.

Co zamiast fikcji

Z relacji Dudy wybrzmiewa prosta teza: „pancerz to już za mało”, a dotychczasowe sposoby ochrony ekip ewakuacyjnych przestają wystarczać. Stąd prowadzona przez fundację zbiórka na opancerzony pojazd dla medyków – sprzęt, który ma dać kilka sekund między wykryciem a uderzeniem drona. Sama fundacja „W międzyczasie” to, według Dudy, zespół rzędu pięćdziesięciu medyków z zapleczem logistycznym, prawnym i psychologicznym oraz podziemnym punktem stabilizacji jako sercem systemu – model rozproszony, a nie kolumnowy.

Kierunek jest zresztą rozpoznawany także po stronie wojskowej. Podczas wspólnych ćwiczeń Polski i USA testowano ciężkie bezzałogowce mające przejąć ewakuację rannych, by nie wysyłać nad front załogowych śmigłowców, które dziś zbyt łatwo stają się celem. Najważniejsza lekcja jest jednak mniej technologiczna, niż się wydaje: nie chodzi o lepszą stazę, lecz o to, by w ogóle dotrzeć do rannego i wyciągnąć go spod obserwacji, zanim wykrwawi się w okopie. A do tego potrzebne jest szkolenie, które zaczyna się od realnego, a nie pocztówkowego pola walki. Polskie środowisko medycyny pola walki próbuje te wnioski przekładać na procedury – przykładem była konferencja TCCC/TECC/PCC w Akademii Wojsk Lądowych we Wrocławiu.

Pamięci „Sobola”

Za sporem o szkolenie stoją konkretni ludzie. Jednym z nich był medyk o pseudonimie „Sobol” – jego pamięci fundacja poświęciła część swojej działalności. Przypominamy o nim dlatego, że ta dyskusja nie jest akademicka. Różnica między pocztówkowym a realnym scenariuszem to różnica między medykiem, który wraca z rotacji, a takim, który nie wraca.

Najczęstsze pytania

Czym jest „fikcja szkoleniowa”?

To określenie, którym Damian Duda opisuje ćwiczenia oderwane od realiów współczesnego pola walki – ze stałymi punktami w namiotach, ewakuacją w kolumnie i kilkunastoosobową obsługą jednego rannego. Jego zdaniem utrwalanie takiego obrazu jest szkodliwe, bo w wojnie dronowej każdy z tych elementów staje się łatwym celem.

Czy polskie szkolenie medyczne nadąża za wojną dronów?

To przedmiot otwartej dyskusji. Praktycy tacy jak Duda zarzucają, że część szkolenia wciąż żyje w „poligonowej bańce”, a Wojskowy Instytut Medyczny sam pyta, czy polski system jest gotowy na wojnę dronów i tysiące rannych. Trwają jednak działania na rzecz przeniesienia doświadczeń z Ukrainy do procedur, m.in. konferencje i szkolenia medycyny pola walki.

Kim jest Damian Duda?

To polski medyk pola walki i prezes fundacji „W międzyczasie”, który od 2014 roku ratuje rannych na froncie w Ukrainie. Prowadzi też szkolenia z medycyny ratunkowej, a w styczniu 2025 roku otrzymał nagrodę szefa polskiego MSZ „Pro Dignitate Humana”.


Cytaty i relacje pochodzą z publicznych wpisów Damiana Dudy (profil @DamianDuda17, czerwiec 2026) i przytaczane są jako jego stanowisko oraz świadectwo. Dane o zmianach w medycynie pola walki opierają się na materiałach Wojskowego Instytutu Medycznego i polskiej prasy obronnej. Działalność fundacji „W międzyczasie” można wesprzeć przez jej zbiórki i profil patronite.pl/wmiedzyczasie.

Dodaj komentarz

Komentarze są moderowane. Trzymajmy ton — bez wyzwisk, bez teorii spiskowych, bez ujawniania danych operatorów.

Zaloguj się