Żeby zrozumieć, dlaczego szkolenie w 1. Samodzielnym Batalionie Szturmowym wyglądało tak, a nie inaczej, trzeba zacząć od zadania. Batalion z Dziwnowa przygotowywano do działania na głębokich tyłach przeciwnika, w oderwaniu od sił własnych. Oficer batalionu pisał o dystansie 350–500 kilometrów. Andrzej Żdan, który w 1965 roku dowodził tam grupą, ujął to krócej: „My działaliśmy do 400 km, Dziwnów od 400 km”.
Grupa ośmiu ludzi z dowódcą miała wejść w teren, przetrwać tam tydzień bez zaopatrzenia, zbudować zamaskowaną bazę i wykonać zadanie. Wszystko, co działo się na poligonie w Jaworzu, było pochodną tego jednego założenia.
Jak dobierano żołnierzy do batalionu
Dobór opisano jako dwustopniowy. Pierwsze sito stawiano na poziomie wojskowej komendy uzupełnień, na podstawie porozumienia między Zarządem Uzupełnień a Zarządem Rozpoznania Wojskowego — wybierano spośród ochotników do wojsk powietrznodesantowych. Drugi etap odbywał się na przeszkoleniu spadochronowym w Krośnie, gdzie obecni byli przedstawiciele batalionu i typowali ludzi dla siebie.
„Była to zatem selekcja, a ludzie trafiający do jednostki mieli za sobą wstępne przeszkolenie spadochronowe” — podsumował to oficer batalionu. W początkowym okresie wymagano średniego wykształcenia i podstawowej znajomości języka zachodniego, a do tego dobrej kondycji, orientacji w terenie i znajomości sposobów działania armii przeciwnika.
Skala jednostki była niewielka. Etat z 1964 roku obejmował 67 oficerów, 41 podoficerów i 191 szeregowych.
Marsze z obciążeniem i przemarsz do Jaworza
Szkolenie podstawowe trwało dwa miesiące i miało dać kondycję, odporność na trudy i swobodę poruszania się w terenie. Obciążenie w marszach zwiększano stopniowo do 35 kilogramów — tyle wynosiło w drugim roku służby. Z takim plecakiem wychodzono na zajęcia niezależnie od tego, czy był ku temu powód.
Stąd jeden z najlepszych obrazków z tej relacji: „Jeżeli nie było czym uzupełnić zasobnika, wykorzystywano cegły. Stały one ponumerowane na każdym pododdziale.”
Na szkolenie poligonowe batalion szedł do Jaworza pieszo: około 135 kilometrów z Dziwnowa, w dwie doby.
Tor w Jaworzu, przeszkoda po przeszkodzie
W Jaworzu działał ośrodek szkolenia rozpoznawczego, który oficer batalionu nazwał „niezwykle nowatorskim jak na owe czasy” i opisał jako projektowany w oparciu o doświadczenia amerykańskich i brytyjskich grup specjalnych. Jednostka Układu Warszawskiego korzystała więc z wzorów przeciwnika — podobnie jak strzelała z jego broni i uczyła się prowadzić jego pojazdy.
Sam tor zaczynał się nie od siły. Żołnierz zajmował stanowisko w okopie, obserwował teren i wykonywał jego szkic. Dalej szło już szybciej: płot z drutu kolczastego, podziemny tunel o wysokości 50 centymetrów, do którego wchodziło się studzienką, i ściana wysokości 17 metrów pokonywana przez kolejne okna ku górze, miejscami po linach.
Potem kilkadziesiąt luźno zawieszonych opon samochodowych — najpierw przejście wewnątrz, potem kilkanaście metrów wiszenia na rękach, metodą przekładania. Za oponami wbiegało się w ruiny z palącymi się oponami, dalej był podmokły teren pokonywany skokami po drewnianych palach, a za nim kołyszący się nad wodą most linowy.
Końcówka była najbardziej pomysłowa. „Makaron” to labirynt pomieszczeń, z którego trzeba było znaleźć wyjście, a w trakcie pojawiały się błyski światła i figury bojowe do zniszczenia. Strzelano tam początkowo ślepą amunicją, później ostrą. Po „makaronie” czekał kolejny podziemny labirynt, pokonywany na czołgając się, a na końcu „magazyny” — piętrowy budynek z manekinami, które należało zaatakować nożem i ostrzelać.
Dwie przeszkody, na których żołnierze odpadali
W relacji wyróżniono dwa miejsca. Przy oponach — „tu przeważnie następowała pierwsza selekcja”. Przy moście linowym — „kolejne miejsce, gdzie wielu żołnierzy odpadało z konkurencji”.
Warto to czytać dosłownie. Mowa o żołnierzach, którzy już służyli w batalionie, i o nieukończeniu przejścia, nie o odejściu z jednostki. Potwierdza to zresztą inne zdanie z tej samej relacji: swobodnie radzili sobie z torem dopiero wyjątkowo sprawni żołnierze pod koniec drugiego roku służby. Tor był więc przeszkodą, z którą mierzono się wielokrotnie przez całą służbę, a nie bramką przy wejściu.
Czas najlepszych
Najlepsi pokonywali cały tor w pół godziny. W trakcie szkolenia przechodzono go etapami i wtedy zajmowało to dwie godziny szkoleniowe. Relacja wskazuje też, jak długo trwało dojście do swobody: tor bez problemów pokonywali wyjątkowo sprawni żołnierze dopiero pod koniec drugiego roku służby.
Osobna relacja: sprawdzian trzy razy w roku
W osobnym wspomnieniu chor. Bolesław Prus, szef służby spadochronowej batalionu, opisał sprawdzian obejmujący zadania fizyczne i specjalistyczne. Odbywał się trzy razy w roku, „żołnierzy batalionu obowiązywały podwyższone normy„, a przyjeżdżali na niego przedstawiciele Wydziału Rozpoznania Wojska Polskiego.
Przebieg: tor przeszkód, skok z makiety samolotu, czołganie, pokonanie płotków, pali i kanału, a potem nawiązanie łączności radiostacją R-350 oraz sporządzenie zapalnika i odpalenie kostki trotylu. Na końcu grupy wychodziły w rejon oddalony o 120 kilometrów, trasą przez tereny bagienne, rzeki i ostępy leśne, budowały tam zamaskowaną bazę i wykonywały zadanie dywersyjne.
Prus mówi o „torze przeszkód” ogólnie i nie wskazuje, czy chodzi o ten rozbudowany obiekt w Jaworzu — dlatego traktujemy te dwa opisy osobno. Łączy je natomiast to samo założenie: sprawdzano nie bieg na czas, lecz zdolność do wykonania zadania w terenie.
Co ze szkolenia zostało
1. Samodzielny Batalion Szturmowy to prosta linia rodowodu dzisiejszej polskiej tradycji rozpoznawczej i szturmowej: przez 1. Pułk Specjalny Komandosów prowadzi do Jednostki Wojskowej Komandosów w Lublińcu. Sam poligon drawski pozostał miejscem szkolenia — a rejon Jaworza do dziś bywa wykorzystywany do ćwiczeń z torami przeszkód, także przez organizatorów cywilnych imprez wytrzymałościowych.
Zmieniło się natomiast to, co dzisiejszy kandydat wie przed startem. Wymagania poszczególnych jednostek są dziś opisane, a przygotowanie można rozpisać na miesiące. Nie zmieniło się to, że — jak mówi były szef selekcji JWK — „selekcja to nie zawody sportowe”.
Z Dziwnowa prosta linia prowadzi do Lublinca
Batalion szturmowy, 1. Pulk Specjalny Komandosow, Jednostka Wojskowa Komandosow — to jedna ciagla historia. JWK: Cisi i skuteczni prowadzi od tego rodowodu do dzisiejszej jednostki i jej naboru: struktura, zadania i droga kandydata krok po kroku.
Kup teraz = prosto do kasy, dostęp od razu po opłaceniu. 30 dni na zwrot.
Najczęstsze pytania
Czym był tor w Jaworzu?
Elementem szkolenia poligonowego 1. Samodzielnego Batalionu Szturmowego z Dziwnowa, w ośrodku szkolenia rozpoznawczego w Jaworzu na poligonie drawskim. Składał się z jedenastu przeszkód, od stanowiska obserwacyjnego w okopie po budynek z manekinami.
Ile trwało pokonanie toru?
Najlepsi przechodzili go w pół godziny. W trakcie szkolenia pokonywano tor etapami, co zajmowało dwie godziny szkoleniowe. Według relacji swobodnie radzili sobie z nim dopiero wyjątkowo sprawni żołnierze pod koniec drugiego roku służby.
Na których przeszkodach żołnierze odpadali najczęściej?
Relacja wskazuje dwie. Pierwszą były luźno zawieszone opony, pokonywane na rękach. Drugą kołyszący się nad wodą most linowy. Mowa o nieukończeniu przejścia przez żołnierzy już służących w batalionie, nie o odejściu z jednostki.
Jak dobierano żołnierzy do batalionu?
Dwustopniowo: pierwsze sito w wojskowej komendzie uzupełnień, spośród ochotników do wojsk powietrznodesantowych, drugie na przeszkoleniu spadochronowym w Krośnie, gdzie kandydatów typowali przedstawiciele batalionu. W początkowym okresie wymagano średniego wykształcenia i podstawowej znajomości języka zachodniego.
Źródła
Opis toru i szkolenia opiera się na dwóch relacjach uczestników opublikowanych w miesięczniku „Komandos” i spisanych przez tego samego dziennikarza, Aleksandra Czerwińskiego — pochodzą więc od dwóch różnych świadków, ale z jednej linii przekazu. Opis toru i opis sprawdzianu pochodzą z różnych relacji i wzajemnie się nie potwierdzają. Dokumentacji archiwalnej dotyczącej ośrodka w Jaworzu nie udało się dotąd dotrzeć, dlatego twierdzenia podajemy z przypisaniem do konkretnego świadka.
Datowania powstania ośrodka w Jaworzu świadomie nie podajemy. Relacja z 1998 roku umieszcza je pod koniec lat 60., ale w literaturze funkcjonuje też wiązanie budowy centralnego ośrodka szkolenia pododdziałów specjalnych i rozpoznawczych na poligonie drawskim z latami 70. Bez dokumentu nie rozstrzygamy, czy mowa o tym samym obiekcie, o jego wcześniejszej postaci, czy o dwóch różnych inwestycjach.
- A. Czerwiński, Nadmorska selekcja, „Komandos” 1998, nr 6, s. 30-32 — relacja oficera 1. Samodzielnego Batalionu Szturmowego. Stąd opis toru w Jaworzu, czasów przejścia, doboru żołnierzy, marszów z obciążeniem, przemarszu Dziwnów-Jaworze i przeznaczenia batalionu.
- Komandosi z Dziwnowa, „Komandos” 1996, nr 4, s. 19-21 — relacja chor. Bolesława Prusa, szefa służby spadochronowej batalionu, spisana przez A. Czerwińskiego. Stąd opis sprawdzianu, jego częstotliwości i przebiegu.
- H. Rybak, Commando.pl, 2007 — stąd etat batalionu z 1964 roku oraz wypowiedź Andrzeja Żdana, dowódcy grupy w batalionie od 1965 roku, o zasięgu działania, niezależna od relacji z „Komandosa”.