W lipcu 2010 roku oficjalny serwis Ministerstwa Obrony Narodowej opublikował wywiad z dwojgiem pilotów Mi-17 z polskiego kontyngentu w Afganistanie. Dziennikarka zwróciła się w nim do pilotki po imieniu: „Asiu, jesteś jedyną kobietą – pilotem w polskim kontyngencie”.
Mniej więcej w tym samym czasie w Powidzu powstawała 7. Eskadra Działań Specjalnych — pierwsza polska eskadra sformowana z myślą o wsparciu Wojsk Specjalnych. Ta sama pilotka — Joanna Soyka — zgłosiła się do niej razem z kolegami z jednostki. Po latach opowiedziała o tym w podcaście lotniczym AVIATORNIA:
„Nagle się okazało, że nie, bo jestem kobietą, a tam kobiet nie chcą”.
Trafiła tam mimo wszystko. Jej droga pokazuje, jak wyglądało wtedy miejsce kobiet w lotnictwie wojskowym — i gdzie dokładnie przebiegała granica, bo wbrew pozorom nie biegła tam, gdzie mogłoby się wydawać.
Zanim była pilotką Mi-17, katapultowała się z Orlika
Soyka — wówczas, przed zmianą nazwiska, Joanna Erbetowska — zaczynała w Dęblinie, na kierunku pilota samolotu odrzutowego. Była w swoim plutonie jedyną kobietą.
11 października 2001 roku, podczas lotu szkolnego na trasie Dęblin–Radom–Dęblin, w jej PZL-130 Orlik uległ awarii regulator obrotów śmigła. Samolot znajdował się nad Janowem koło Ożarowa. Komendy przez radio, z drugiej maszyny, wydawał jej dowódca eskadry mjr Jerzy Piłat.
Katapultowała się. Spadochron otworzył się na wysokości 60–70 metrów. Nie odniosła obrażeń.
Analiza tego zdarzenia ukazała się rok później w Przeglądzie Wojsk Lotniczych i Obrony Powietrznej, pod tytułem „Trudna decyzja”. Napisali ją płk pil. dr Edmund Klich i ppłk dypl. pil. Stanisław Feja z Inspektoratu MON do spraw Bezpieczeństwa Lotów. Zaczyna się tak (pchor. to podchorąży — słuchaczka wojskowej uczelni):
„W polskim lotnictwie pierwszą kobietą, która wykonała katapultowanie z samolotu, była pchor. Joanna Erbetowska. Była ona również pierwszym pilotem katapultującym się z samolotu PZL-130 Orlik”.
We wnioskach komisji jest fragment, który mówi o jej sytuacji więcej niż jakakolwiek późniejsza relacja. Wśród przyczyn zwlekania z decyzją o opuszczeniu samolotu autorzy wymieniają obawę o karierę — i jeszcze jedno:
„świadomość, że wszyscy wnikliwie analizują postępowanie jednej z nielicznych kobiet w lotnictwie wojskowym„.
To nie jest jej interpretacja po latach. To zapis komisji badającej wypadek, w dokumencie resortu obrony, w 2002 roku.
Historia ma ciąg dalszy, o którym warto wiedzieć. Mjr Jerzy Piłat, który spokojnie przeprowadził ją przez tamtą awarię i został za to awansowany na podpułkownika, zginął 23 stycznia 2008 roku w katastrofie samolotu CASA C-295 pod Mirosławcem, w której życie straciło dwudziestu żołnierzy.
Po Dęblinie przeszła na śmigłowce. Służyła w Powietrznej Jednostce Ewakuacji Medycznej w Nowym Glinniku, wchodzącej w skład 25. Brygady Kawalerii Powietrznej. Opracowania o brygadzie nazywają ją jednostką unikalną w skali Wojska Polskiego. Jak sama mówiła w 2010 roku: „latam na Sokole i Mi-17″.
7. Eskadra Działań Specjalnych — jednostka, której wcześniej nie było
Do 2010 roku polscy komandosi latali tym, co udało się wyprosić od innych rodzajów sił zbrojnych. Eskadra miała to zmienić. Jej następca podaje dziś, że 7. eds sformowano „w związku z zapotrzebowaniem na jednostkę lotniczą dla wsparcia Wojsk Specjalnych”.
Formowanie zaczęło się 1 lipca 2010, a obecną strukturę ustalono rok później, 1 lipca 2011 — stąd dwie daty krążące w opisach tej samej formacji. Jednostka powstała w składzie 33. Bazy Lotnictwa Transportowego w Powidzu.
Głównym wyposażeniem były Mi-17TU — część przejęta z 25. Brygady Kawalerii Powietrznej — oraz Mi-17-1V; obie to odmiany tego samego, średniego śmigłowca transportowego. Razem ze śmigłowcami szła kadra: jak wspomina Magdalena Pilichowska — druga rozmówczyni tego samego podcastu, pilotka Mi-17 z Leźnicy Wielkiej — „siódma eskadra działań specjalnych w Powidzu ściągnęła bardzo dużo osób z mojej jednostki”.
Prasa obronna wiązała numer „7″ z tradycją 7. eskadry lotnictwa taktycznego, stacjonującej w Powidzu do 2007 roku na Su-22M4, a jako wzór dla nowej jednostki wskazywała amerykański 160. pułk lotnictwa operacji specjalnych, słynnych „Nightstalkers”.
I tu pojawia się szczegół organizacyjny, który okaże się kluczowy: eskadrę tworzono w strukturach Sił Powietrznych, a nie w kawalerii powietrznej Wojsk Lądowych.
„Jeżeli nas nie znano, to nas nie chciano”
Odmowa z eskadry nie była pierwszą w jej karierze — ale wcześniejsze padały gdzie indziej i warto je rozdzielić, bo układają się w obraz dokładniejszy niż „wojsko nie chciało kobiet”.
Pierwsza: Irak, we własnej jednostce. Zgłosiła się ochotniczo. Jak mówi, „w mojej jednostce nie było tak łatwo mi dostać się na misję”: „nie zostałam wzięta pod uwagę ze względu na płeć”. Do Afganistanu poleciała ostatecznie z jednostką Pilichowskiej.
Druga: F-16, przy naborze Sił Powietrznych. Po zakupie nowej floty brakowało pilotów i zapytania trafiły nawet do jednostek śmigłowcowych. Zgłosiła się razem z kolegą — on „dostał termin badań, a ja odmowę od razu, bo kobiet nie chcą”. Ten kolega, jak mówi, „lata chyba na F-16 aż do dziś”.
Trzecia: nowa eskadra w Powidzu. I tu jej własne wyjaśnienie jest nie obyczajowe, a strukturalne:
„Jak tworzą coś nowego, to od razu jest ten stereotyp (…) jeżeli nas nie znano, jeżeli nie wiedziano, to nas nie chciano”.
I dalej, wprost o tym, kto decydował: jednostkę „tworzyli ludzie z Sił Powietrznych i to oni taką decyzję podjęli”. Według niej śmigłowców było w Siłach Powietrznych mało — większość stała w Wojskach Lądowych, w kawalerii powietrznej — więc pilotek śmigłowcowych w tym środowisku po prostu nie znano.
Zgadza się to z podległością eskadry: w chwili formowania wchodziła w skład 33. Bazy Lotnictwa Transportowego, czyli Sił Powietrznych, a nie kawalerii powietrznej, w której służyły kobiety z doświadczeniem na Mi-17.
Jak opisuje swoją drogę do Powidza
Droga do eskadry nie wiodła przez kolejne podanie. Prowadziła przez ludzi — i przez instytucję, o której mało kto dziś pamięta.
Krok pierwszy: wiadomość od kolegi. Oficer obejmujący stanowisko zastępcy dowódcy eskadry przekazał jej: „Aśka, dowódca eskadry chce ciebie tam. Masz rzeczniczkę do spraw kobiet, to działaj”.
Dowódcą eskadry był — jak mówi — wcześniejszy dowódca Pilichowskiej z 1. dywizjonu lotniczego w Leźnicy Wielkiej.
Krok drugi: rzeczniczka do spraw kobiet przy Ministrze Obrony Narodowej. Zadzwoniła — i „pani komandor załatwiła sprawę w kilka dni”. Nazwiska nie podaje świadomie.
Krok trzeci: rozmowa w Krakowie. Rzeczniczka wysłała ją „na rozmowę do dowódcy wojsk specjalnych do Krakowa”.
„On mnie zobaczył i na początku nie chciał kobietę. Ja tak z nim porozmawiałam na spokojnie, szczerze i stwierdził, że a w sumie to zanim ta eskadra będzie miała prawdziwe działania bojowe, to i tak pewnie pani już tam nie będzie„.
Zgodę wydał.
Krok czwarty: telefon ze Sztabu Generalnego. „Sam szef sztabu generalnego się ze mną skontaktował i powiedział, że zasięgnął opinii na mój temat i wyraża zgodę”. Decyzja padła przed jej drugą misją — po powrocie miała przenieść się do Powidza.
W jej relacji droga do eskadry prowadziła więc przez urząd przy ministrze, osobistą rozmowę z dowódcą Wojsk Specjalnych i telefon od szefa Sztabu Generalnego. Nie dlatego, że brakowało jej nalotu albo uprawnień na ten typ śmigłowca — miała jedno i drugie.
Kobiety w lotnictwie wojskowym: gdzie przebiegała granica
Pilichowska — ta sama, której jednostka oddała eskadrze ludzi — służyła w 1. dywizjonie lotniczym 25. Brygady Kawalerii Powietrznej. Zapytana w tej samej rozmowie o dyskryminację, odpowiada inaczej:
„W ogóle ja nie odczułam tego przychodząc do Leźnicy. Byłam traktowana jak pilot, który ma wykonywać swoje zadanie generalnie. (…) Nie w tej jednostce, w szkole prędzej, natomiast nie w jednostce, która generalnie wymagała od żołnierza pełnej gotowości”.
To zastrzeżenie — „w szkole prędzej” — jest ważne i łatwo je przeoczyć. Pilichowska nie mówi, że nigdzie się z tym nie zetknęła. Mówi, że nie w jednostce liniowej. W szkolnictwie lotniczym owszem. W Leźnicy było zaś tak, że „jeżeli chciałam jeździć na misję, mogłam jeździć tak naprawdę co chwilę”.
Warto zestawić to z podległością. Obie latały w tej samej brygadzie kawalerii powietrznej, tyle że z dwóch różnych lotnisk — Pilichowska z Leźnicy Wielkiej, Soyka z Powietrznej Jednostki Ewakuacji Medycznej w Nowym Glinniku. Obie trafiły do Afganistanu, a Soyka poleciała tam z jednostką Pilichowskiej.
Twarde „kobiet nie chcą” usłyszała dopiero poza kawalerią: przy naborze na F-16 i przy eskadrze formowanej w Siłach Powietrznych. Ona sama wiąże to nie z obyczajami, lecz z tym, że w tamtym środowisku pilotek śmigłowcowych po prostu nie znano.
⁂
Byłoby jednak nieuczciwe zamknąć to budującym wnioskiem, że w kawalerii problemu nie było. W marcu 2026 roku, w materiale Dzień Dobry TVN o kobietach w wojsku, Pilichowska powiedziała o tamtych czasach coś innego i trudniejszego:
„Był to świat męski. Chłopcy, którzy przez rok siedzieli w jednostce wojskowej, mało co wyjeżdżając, byłyśmy dla nich atrakcją. Seksualną, chcąc nie chcąc„.
To nie jest zaprzeczenie poprzedniej wypowiedzi. Tamta dotyczyła tego, czy dostawała zadania i wyjazdy na równi z kolegami — ta dotyczy atmosfery, w której się to odbywało. Obie są prawdziwe naraz i dopiero razem opisują, jak wyglądała wtedy służba kobiet w lotnictwie.
Co to kosztowało
Dla Soyki wejście do eskadry nie było finałem opowieści o sukcesie. Jednostka szkoliła się bardzo intensywnie przed natowską certyfikacją — sprawdzianem, po którym pododdział może zostać wystawiony do zadań Sojuszu.
„Jak ja urodziłam dziecko, to zdarzyło się tak, że przez miesiąc czasu nie widziałam go, bo byłam właśnie na szkoleniu połączonym z certyfikacją”.
Poprosiła wtedy o spokojniejsze stanowisko i — jak mówi — dostała je po dwóch latach: przeniosła się do lotniczej grupy poszukiwawczo-ratowniczej. Dziś nie służy już w wojsku; pracuje w Polskiej Grupie Zbrojeniowej.
Zapytane, co powiedziałyby dziewczynie marzącej dziś o lataniu w wojsku, obie odpowiadają przeciwnie. Pilichowska odradza: „spełniłyśmy się jako panie pilot (…) to jednak z perspektywy czasu rodzina nam się rozpadła. Mamy dzieci, nie mamy mężów, jesteśmy same”. Soyka nie: „nie ma sensu komuś niszczyć marzeń, więc uświadamiam im, z czym to się wiąże, ale absolutnie nie odradzam”.
Dwie kobiety, ta sama droga, przeciwne wnioski. Nie ma tu jednego morału do wybrania.
Cała rozmowa z obiema pilotkami, z której pochodzi większość cytatów w tym tekście:
Co zostało z tej eskadry
7. Eskadra Działań Specjalnych już nie istnieje. Z dniem 1 lutego 2023 roku sformowano Powietrzną Jednostkę Operacji Specjalnych (PJOS) — jak podaje jednostka, „na bazie 7. Eskadry Działań Specjalnych”. Dowodzi nią płk pil. Piotr Ciechan, opisywany jako jeden z twórców 7. eds i jedyny dowódca w poczcie jednostki.
Ma to swoją konsekwencję: polskie lotnictwo Wojsk Specjalnych lata na rodzinie Mi-17 od 2010 roku — od Mi-17TU i Mi-17-1V w eskadrze po Mi-17-1W w PJOS. Zegar tej historii liczy się więc od powstania eskadry, a nie od 2023 roku.
Eskadra, o której dowódca Wojsk Specjalnych mówił, że „zanim będzie miała prawdziwe działania bojowe, to i tak pewnie pani już tam nie będzie”, w 2012 roku pojechała na pierwsze ćwiczenie międzynarodowe z własnymi załogami i maszynami — „Logical Decision 2012″ w bazie Szolnok na Węgrzech, 3–14 września.
Warto przy tym pamiętać, co Soyka powiedziała dziennikarce MON dwa lata wcześniej, jeszcze nad Afganistanem i jeszcze przed przeniesieniem do Powidza — zapytana, co jest dla niej największym wyzwaniem na misji:
„Najbardziej wymagające są loty z siłami specjalnymi. Lądujemy naprawdę w trudnych warunkach, często w nocy. W krótkim czasie trzeba błyskawicznie podejmować wiele decyzji”.
Co kryło się za tym zdaniem, opisał po latach Sylwester Lubiejewski — pilot Mi-24, który sam latał w tym komponencie — w studium ogłoszonym w „Kwartalniku Bellona”. Nocne działania powietrzno-szturmowe polskie załogi prowadziły razem z polskimi siłami specjalnymi — grupami zadaniowymi oznaczanymi TF-49 i TF-50. Planowano je i ćwiczono w szczegółach: organizację punktu załadunku, ugrupowanie i taktykę w locie do celu i z powrotem, zachowanie w strefie lądowania, łączność na każdym etapie zadania, działanie na wypadek awarii.
I tu jest rzecz odwrotna, niż podpowiada intuicja. Zwykłe wezwania do zespołu szybkiego reagowania omawiano dopiero na pokładzie, już w locie — na szczegółowe uzgodnienia nie było czasu. Z opisu Lubiejewskiego wynika więc, że operacje z siłami specjalnymi były przygotowywane staranniej niż doraźne wezwania — a pilotka i tak nazywa je najtrudniejszymi. Jej własne uzasadnienie dotyczy warunków: lądowania w nieprzygotowanym terenie, nocą, w miejscu i czasie narzuconych przez przeciwnika.
Jak wyglądało z kolei zwykłe wezwanie QRF, pokazuje komunikat o jednej z akcji w prowincji Ghazni. Talibowie zaatakowali posterunek afgańskiej policji w dystrykcie Rashidan — otoczony górami, z dojazdem wąskimi, niebezpiecznymi drogami. Policjanci poprosili o pomoc polskie dowództwo i w powietrze poderwano zespół szybkiego reagowania (QRF, Quick Reaction Force): Mi-24 i Mi-17 — bojowy i transportowy.
Śmigłowce bojowe ostrzelały pozycje napastników, którzy zaczęli uciekać, porzucając broń. Transportowy wylądował przy posterunku „mimo trudnego terenu i ograniczającego widoczność zapylenia”, wysadzając grupę osłony i afgańskich policjantów na wzmocnienie obsady. Mi-24 krążyły nad nimi, aż teren został zabezpieczony, i eskortowały powrót do Ghazni. Zanim przybyło wsparcie, trzech afgańskich policjantów już nie żyło.
Pilotka, której nowa eskadra nie chciała, robiła dla Wojsk Specjalnych dokładnie to, do czego ta eskadra powstawała.
Szerszy obraz służby kobiet w polskich Wojskach Specjalnych — normy, historia, stan dzisiejszy — zebraliśmy osobno: Kobiety w polskich Wojskach Specjalnych – normy, historia i granica zespołów bojowych.
Najczęstsze pytania
Kto był pierwszą Polką, która katapultowała się z samolotu?
Pchor. Joanna Erbetowska, 11 października 2001 roku, z PZL-130 Orlik nad Janowem koło Ożarowa. Podaje to analiza Inspektoratu MON do spraw Bezpieczeństwa Lotów opublikowana w „Przeglądzie WLiOP” w 2002 roku. Była też pierwszym pilotem, który katapultował się z tego typu samolotu.
Czy 7. Eskadra Działań Specjalnych nadal istnieje?
Nie. 1 lutego 2023 roku sformowano Powietrzną Jednostkę Operacji Specjalnych (PJOS) w Powidzu. Jednostka podaje, że PJOS sformowano „na bazie 7. Eskadry Działań Specjalnych” — dlatego historię polskiego lotnictwa Wojsk Specjalnych liczy się od 2010, a nie od 2023 roku.
Dlaczego spotyka się dwie daty powstania eskadry: 2010 i 2011?
Bo opisują dwie różne rzeczy. Formowanie jednostki zaczęło się 1 lipca 2010 roku, a obecną strukturę ustalono 1 lipca 2011 roku. Strona jednostki podaje rok sformowania 2010; zakres „2011–2023″ pojawia się w decyzji MON o dziedziczeniu tradycji i dotyczy innego kryterium.
Czy ten tekst opisuje dzisiejsze zasady naboru?
Nie. Opisana tu historia dotyczy lat 2001–2012 i ówczesnej praktyki kadrowej. Aktualne warunki kwalifikacji PJOS podaje przy każdym naborze na swojej stronie — i tylko tam należy ich szukać, bo zmieniają się między naborami.
Kto był tym dowódcą, który „nie chciał kobiety”?
Nazwisko nie pada — Joanna Soyka mówi wyłącznie o „dowódcy wojsk specjalnych” w Krakowie i świadomie nie wymienia nikogo z nazwiska, podobnie jak w przypadku rzeczniczki do spraw kobiet. Nie podajemy też własnego typowania: rozmowa miała miejsce „przed drugą misją”, a na tym stanowisku doszło w 2010 roku do zmiany, więc kadencja nie wskazuje jednoznacznie jednej osoby.
Źródła
- Płk pil. dr Edmund Klich, ppłk dypl. pil. Stanisław Feja, „Trudna decyzja”, Przegląd Wojsk Lotniczych i Obrony Powietrznej, czerwiec 2002, s. 36–39 — Inspektorat MON ds. Bezpieczeństwa Lotów; analiza katapultowania z 11.10.2001. Skan: eskadra.net.
- isaf.wp.mil.pl, „Największa pasja? Latanie!”, 9 lipca 2010, rozmawiała Anna Pawlak — oficjalny serwis Ministerstwa Obrony Narodowej o Polskim Kontyngencie Wojskowym w Afganistanie; wywiad z por. Joanną Erbetowską i por. Piotrem Walendziakiem. Serwis wygaszony, archiwum: web.archive.org.
- Podcast AVIATORNIA, odcinek „PILOCI PZL W-3 SOKÓŁ, Mi-17, PZL-130 ORLIK | Joanna Soyka, Magdalena Pilichowska”: youtube.com/watch?v=zpzr9Cv4bZ8 — stąd pochodzą cytaty obu pilotek, o ile nie zaznaczono inaczej.
- Dzień Dobry TVN, „Kobiety w wojsku. Jak wygląda ich służba?”, 8 marca 2026, aut. Katarzyna Oleksik: dziendobry.tvn.pl — stąd wypowiedź Magdaleny Pilichowskiej o atmosferze w jednostce.
- Sylwester Lubiejewski, „Problematyka wykorzystania Samodzielnej Grupy Powietrzno-Szturmowej w Afganistanie”, „Kwartalnik Bellona” nr 3/2022, s. 81–112, DOI 10.5604/01.3001.0016.1951: kwartalnikbellona.com — studium pilota Mi-24, uczestnika misji; stąd opis nocnych działań z TF-49 i TF-50.
- Polska Zbrojna, „Brawurowa akcja polskich pilotów”: polska-zbrojna.pl — przebieg akcji zespołu szybkiego reagowania w dystrykcie Rashidan.
- pjos.wp.mil.pl — rys historyczny (sformowanie PJOS 1.02.2023 na bazie 7. eds, rok powstania eskadry 2010, wyposażenie, „Logical Decision 2012″) oraz kierownictwo i poczet dowódców.
- wojsko-polskie.pl/25bkpow — jednostki podległe 25. Brygady Kawalerii Powietrznej; 1 dywizjon lotniczy w Leźnicy Wielkiej, Powietrzna Jednostka Ewakuacji Medycznej w Nowym Glinniku.
- 33bltr.wp.mil.pl (archiwum) — eskadra w składzie 33. Bazy Lotnictwa Transportowego w Powidzu.
- Dziennik Zbrojny — rozbicie dat 1.07.2010 i 1.07.2011, geneza numeru „7″, wzorowanie na 160. pułku lotnictwa operacji specjalnych.
- Zdjęcie: U.S. Marine Corps, fot. Lance Cpl. John Allen — polscy piloci Mi-17 podczas kwalifikacji do lądowania na pokładzie USS Mount Whitney (LCC 20), ćwiczenie BALTOPS 25, Kłajpeda, 8 czerwca 2025. Wykorzystanie materiałów wizualnych Departamentu Obrony USA nie oznacza poparcia z jego strony.