W marcu 2024 roku w bazie Camp BART pod Bagdadem owczarek belgijski malinois o imieniu Eto dostał pagon plutonowego przypięty do kamizelki taktycznej. Rok później on i jego przewodnik, st. chor. rez. Paweł Domański „Domel”, odebrali Buzdygan Internautów „Polski Zbrojnej” – nagrodę nazywaną wojskowym Oscarem. Za co pies i jego przewodnik dostają takie wyróżnienia? Bo przewodnik psa bojowego (K9) to nie opiekun maskotki, lecz operator pełniący jedną z najrzadziej omawianych specjalizacji bojowych w Wojskach Specjalnych.
Pies to nie maskotka – to członek sekcji
Psy w jednostkach specjalnych traktuje się jako pełnoprawnych członków sekcji, a część z nich ma formalnie nadane stopnie wojskowe. Twórca sekcji K9 w JW GROM, Krzysztof „Puwal” Puwalski, mówi o tym wprost: „Traktujemy psy jak żołnierzy, pełnoprawnych członków sekcji specjalnej”. W mediach pada określenie „żołnierz na czterech nogach” – to język dziennikarski, ale dobrze oddaje status psa w zespole.
Wojskowo, czyli inaczej niż w policji
Tu pada rozróżnienie, które najlepiej tłumaczy istotę bojowego K9:
„My używamy psa jako członka sekcji (…), a w policyjnej taktyce on jest gdzieś z przodu i dopiero za nim idzie sekcja. U nas wszyscy razem pracujemy.” – Krzysztof Puwalski
Pies nie jest wysyłany przodem jako czujnik. Rusza do akcji razem ze szturmowcami, przejmując pierwszą linię impetu, zanim do pomieszczenia wejdą operatorzy.
Dwie, a w JWK nawet trzy specjalności
Pies bojowy łączy zwykle dwie specjalności (o podwójnym przeznaczeniu): walkę (obezwładnianie i zatrzymanie przeciwnika) oraz wykrywanie materiałów wybuchowych – sprawdzanie dróg podejścia, punktów wejścia i pomieszczeń pod kątem broni, materiałów wybuchowych i ładunków IED.
Jednostka Wojskowa Komandosów idzie krok dalej. Jak podaje sama jednostka, jej psy mają specjalność bojową, detekcję materiałów wybuchowych oraz – „jako nieliczni w Europie” – trzecią specjalność: tropienie ludzi. Psy JWK uczestniczyły w czterech zmianach Polskiego Kontyngentu Wojskowego, wspierając sekcje w realnych działaniach.
Dlaczego malinois, a nie owczarek niemiecki
W siłach specjalnych dominują owczarki belgijskie (malinois) i holenderskie – według trenerów to dziś około 80 procent psów służb specjalnych na świecie. Są lżejsze i bardziej dynamiczne od owczarka niemieckiego, wytrzymałe, odporne na skrajne temperatury i mniej podatne na choroby takie jak dysplazja.
Polski wybór tych ras nie był teoretyczny. Puwalski wspomina misję w Afganistanie w 2007 roku, na którą zabrano labradora – rasa zupełnie nie poradziła sobie w trudnym środowisku taktycznym. To jedno z doświadczeń, które przesądziło o postawieniu na owczarki belgijskie i holenderskie.
Jak powstał polski program K9
Bojowy program K9 jest młodszy, niż mogłoby się wydawać. W GROM psy były obecne niemal od początku, ale początkowo wyłącznie do detekcji materiałów wybuchowych. Sekcję psów bojowych Puwalski budował od zera:
„Nie było procedur, nie było psów, nie było wszystkiego… Najpierw musi być papier. To wszystko złamaliśmy z chłopakami.”
Wzorowano się na doświadczeniach jednostek z USA i Izraela, a pierwsi przewodnicy i trenerzy przeszli kilkumiesięczne szkolenie taktyczne w Stanach Zjednoczonych. Psy pozyskiwano początkowo z zagranicy, kupując zwierzęta już wstępnie ukształtowane – o doborze, w którym uczestniczył dowódca, trener taktyczny i weterynarz, decydowała przede wszystkim socjalizacja psa.

W Jednostce Wojskowej Komandosów decyzja o sekcji K9 zapadła w 2014 roku – bezpośrednim impulsem była śmierć kolegi z jednostki, Mirosława Łuckiego, podczas operacji w Afganistanie w 2013 roku. Pierwszego psa bojowego, FARO (trzyletni malinois), JWK kupiła w 2017 roku; rok później pies trafił do Afganistanu. Opisaliśmy go w „FARO był pierwszy”.
Jak szkoli się psa bojowego
Skala wysiłku nie przypomina szkolenia zwykłego psa służbowego. Jak tłumaczy trener i późniejszy dowódca grupy K9 GROM, Marcin „Lewy” Wyszyński, służby często biorą tzw. „zielone psy” w wieku około roku, a wdrożenie w specjalność trwa średnio pół roku – potem trening sięga nawet do 12 godzin dziennie. Sam dobór przypomina selekcję ludzi: jak wspomina Puwalski, surowe kryteria przechodzi około 10 na 200 psów.
Pies jest warunkowany tak, by wykonać komendę przewodnika bez wahania. W detekcji obowiązuje oznaczanie pasywne – po znalezieniu ładunku pies nie może go dotknąć pyskiem ani łapą, ma zastygnąć i wskazać miejsce nieruchomo, by niczego nie zdetonować. W szkoleniu pomagają pozoranci – operatorzy w specjalnych kombinezonach, którzy dają się gryźć, poznając psychikę zwierzęcia.
I jeszcze jeden mit, który Wyszyński obala: psy Wojsk Specjalnych to nie agresywne „bestie”.
„Dla nas bardzo istotne było to, żeby te psy były socjalne. (…) Jeżeli mamy bestię, która chce pożreć wszystkich i cały czas jest na pełnych obrotach, to nie dojdzie do zadania, bo będzie już wykończona.”
Skok z psem
Pies bojowy desantuje się razem z sekcją. Wyszyński był prawdopodobnie pierwszą osobą w Polsce, która wykonała skok spadochronowy z psem – przypiętym w zasobniku z przodu przewodnika. Procedura wymaga doświadczonego skoczka i zaczyna się od tunelu aerodynamicznego z atrapą psa; najtrudniejsze jest nauczenie energicznego zwierzęcia cierpliwości przy zapinaniu. Skok nie jest dla psa komfortowy, więc kluczem jest danie mu po lądowaniu zadania i nagrody, by stres skojarzył z pracą.
To właśnie ten obszar Domański rozwinął najdalej: opracował system skoków z psem od 4000 do 6500 metrów wraz z aparaturą tlenową dla zwierzęcia oraz procedury ewakuacji psa z pola walki. Jego podejście dobrze streszcza jedno zdanie:
„Nie sztuką jest wsadzić psa w zasobnik i zrzucić z samolotu.”
Eto i „Domel” – team nagrodzony Buzdyganem
Najlepszą ilustracją tej specjalizacji jest duet Domańskiego i Eto. Pies – wyszkolony we wszystkich trzech specjalnościach JWK – od grudnia 2023 roku służył na misji w Iraku, gdzie wraz z przewodnikiem szkolił iracki K9 i pomógł zbudować dwa place szkoleniowe. W marcu 2024 roku został awansowany na plutonowego, uznawany za pierwszego psa-podoficera Wojska Polskiego. W kwietniu 2025 roku, już przy odejściu Domańskiego do rezerwy po 21 latach służby, czytelnicy „Polski Zbrojnej” przyznali parze Buzdygan Internautów.
Pies też nosi balistykę
W 2026 roku ochrona psów przeszła na poziom inżynierski. Astriva, spółka wywodząca się z Politechniki Wrocławskiej, projektuje indywidualnie dopasowywane (skan 3D) kamizelki i hełmy balistyczne dla psów służbowych – wojskowych, policyjnych i ratowniczych. Premierę prototypów hełmów zaplanowano na czerwiec 2026. Szerzej w „Pies w kamizelce kuloodpornej”.
Mit psa, który zagryza
Wbrew wyobrażeniom pies bojowy nie jest narzędziem do zabijania. Puwalski obala mit „zagryzania”: pies działa do pewnego momentu, a sytuację finalizują operatorzy. Sens użycia psa oddaje przytaczana przez niego wypowiedź dowódcy jednej z jednostek USA: „Lepiej, żeby go ugryzł, niż żeby został zamordowany przez terrorystę”. To kwestia ratowania życia, nie zadawania śmierci.
Co po służbie
Pies bojowy służy średnio do 8.-10. roku życia. Dawniej los takich zwierząt bywał tragiczny – dziś standard się zmienił. W polskich siłach specjalnych psy po służbie trafiają na bezpieczną emeryturę, najczęściej adoptowane przez swoich przewodników. Jak podkreśla jeden z nich, emerytowany pies bojowy nie staje się „kanapowcem” – dalej potrzebuje treningu i pracy. Wyjątkową więź przewodnika z psem operatorzy opisują czasem jako relację „jak z trzecim dzieckiem”. Więcej o pracy przewodników w „5 pytań do przewodnika K9”, a o genezie polskiego programu w „Spotkaniach z Puwalem”.
Źródła: wywiady wideo z Krzysztofem „Puwalem” Puwalskim, st. chor. rez. Pawłem „Domelem” Domańskim oraz Marcinem „Lewym” Wyszyńskim (m.in. Na Celowniku Navala, Tomasz Drwal, Piotr Zychowicz, Polska Mówi, STREFA 44) · polska-zbrojna.pl · special-ops.pl · materiał oficjalny JW Komandosów.