🎁 Odbierz -10% na pierwsze zamówienie. Zapisz się i zgarnij kod.
HISTORIA I PAMIĘĆ

Zwiadowcy z Opola. 75 lat 6. samodzielnego plutonu rozpoznawczego

HISTORIA I PAMIĘĆ ·
Opole, 1951 r.: 6. samodzielny pluton rozpoznawczy miał liczyć 37 żołnierzy. Według relacji dowódcy, płk. Czesława Mitkowskiego, w szeregu stanęło ich 28.
SilentHeroes
SilentHeroes
| 15 min czytania |

„Szkolenie »zwiadowców« (wtedy nie używano jeszcze określenia komandosi)” — tak, jednym nawiasem, dowódca jednego z dwóch pierwszych samodzielnych plutonów rozpoznawczych w powojennym Wojsku Polskim opisał kłopot, który miał na samym starcie. Słowo „komandosi” jeszcze do tego wojska nie weszło. Był rozkaz, był etat, było — według jego relacji — 28 ludzi w Opolu i program szkolenia, który łączył rzeczy wcześniej w tej armii rozdzielone: skoki spadochronowe, rozpoznanie w głębi ugrupowania przeciwnika, dywersję i naukę języków obcych.

2 października 2026 r. mija 75 lat od powstania 6. samodzielnego plutonu rozpoznawczego — jednego z dwóch pododdziałów, które współczesne tradycje Wojsk Specjalnych zaliczają do początków powojennych jednostek specjalnych. W 1951 r. nikt tak o nim nie mówił: formalna nazwa brzmiała „samodzielny pluton rozpoznawczy” i tylko ona figuruje w dokumentach. Ten tekst nie jest jej „historią” spisaną z dokumentów. Jest przede wszystkim relacją jej dowódcy, płk. Czesława Mitkowskiego, ogłoszoną w miesięczniku „Komandos” w 1996 r. — materiałem, którego nie ma w internecie i który dopiero teraz zestawiamy z dokumentacją etatową opracowaną w Akademii Obrony Narodowej.

Te dwa źródła mówią o tej samej jednostce trochę inaczej. I właśnie ta różnica jest w całej opowieści najciekawsza.

Co mówią dokumenty

Podstawą było Zarządzenie Organizacyjne nr 018/Org. Sztabu Generalnego WP z 16 lipca 1951 r. Nakazywało sformowanie dwóch samodzielnych plutonów rozpoznawczych w terminie do 1 grudnia 1951 r.:

  • 5. samodzielny pluton rozpoznawczy — Sztum,
  • 6. samodzielny pluton rozpoznawczy — Opole.

To pierwsza rzecz, którą warto powiedzieć wprost, bo w publicystyce łatwo ją zgubić: jednostka z Opola nie była „pierwsza” w liczbie pojedynczej. Tym samym dokumentem powołano bliźniaczy pluton w Sztumie. Były dwie i startowały razem. Opolski wyróżnia się dziś nie pierwszeństwem, tylko tym, że dysponujemy opublikowaną relacją jego dowódcy. Czy ktoś ze Sztumu zostawił podobny materiał — nie wiemy; nie szukaliśmy w archiwach wojskowych ani w prasie lokalnej.

Dokumentacja etatowa podaje dla plutonu 37 żołnierzy. W zakresie wyszkolenia specjalnego pododdziały podlegały szefom wydziałów wywiadowczych okręgów wojskowych — co w praktyce oznaczało, że rozpoznanie głębokie było traktowane jako sprawa wywiadu, a nie zwykłego rozpoznania na szczeblu dywizji. Na wyposażeniu wymieniono m.in. radiostacje Siewier i busole Adrianowa. Program obejmował szkolenie spadochronowe oraz naukę języków obcych.

Tyle papier. Papier nie mówi jednak, którego dnia ludzie faktycznie stanęli w szeregu ani ilu ich było.

Co mówi dowódca

Według relacji Czesława Mitkowskiego pluton został utworzony 2 października 1951 r. w Opolu i podlegał bezpośrednio szefowi sztabu Śląskiego Okręgu Wojskowego. Data dzienna pochodzi wyłącznie z tego jednego źródła — dokument mówi o rozkazie z lipca i terminie formowania do grudnia, a 2 października mieści się w tym oknie, ale nie jest w nim potwierdzone. Podajemy ją więc tak, jak ją mamy: za dowódcą jednostki.

Mitkowski objął pluton w stopniu porucznika, po kursie rozpoznawczym w Szkole Piechoty w Rembertowie. Sam był tym przydziałem zdziwiony: służył wtedy w pułku zmechanizowanym w Gubinie jako pomocnik szefa sztabu, a przeniesienie „na o wiele niższe stanowisko dowódcy plutonu” wyglądało na degradację. Wytłumaczono mu, że to pluton specjalny — rozpoznanie na szczeblu operacyjnym i taktycznym oraz skoki spadochronowe.

Zastępcą został sierż. Tadeusz Polatyński. Skład, jaki opisuje dowódca: trzy siedmioosobowe drużyny rozpoznawcze plus drużyna łączności z radiostacjami Siewier o zasięgu 300 km — razem 28 żołnierzy.

Na papierze 37, w szeregu 28

Te liczby nie muszą się wykluczać: 37 to stan etatowy, 28 — stan zapamiętany przez dowódcę. Dlaczego się różnią, tego nie rozstrzygniemy. Mogło chodzić o etap formowania, o stan na konkretny dzień, o inny sposób liczenia, o braki kadrowe albo po prostu o pamięć spisywaną po czterdziestu latach. Żadnej z tych możliwości dostępny nam dokument nie potwierdza ani nie wyklucza.

Różnią się też opisy podporządkowania: dokument mówi o pionie wywiadowczym okręgu, oficjalne opracowania — o dowództwach okręgów wojskowych, a dowódca — o szefie sztabu okręgu. Mogą to być trzy różne linie podporządkowania — organizacyjna, szkoleniowa i służbowa — a nie trzy wykluczające się wersje. To jednak nasza hipoteza, nie ustalenie: bez pełnej dokumentacji rozkazodawczej pozostaje nierozstrzygnięta. Bezpiecznie jest powiedzieć tyle: pluton podlegał dowództwu Śląskiego Okręgu Wojskowego.

Wrocław i pierwsze skoki

W grudniu 1951 r. pluton przeniesiono do Wrocławia. Pierwsze skoki odbyły się w kwietniu 1952 r. na lotnisku wrocławskim — spadochrony PD-47, samolot Li-2. Szkolenie desantowe koordynował szef służby spadochronowej wojsk lotniczych, kpt. Tadeusz Dula. Kurs liczył osiem skoków i kończył się wręczeniem odznaki oraz legitymacji skoczka spadochronowego.

I jedno zdanie, które w 1951 r. w Wojsku Polskim nie było oczywiste:

„Każdy z żołnierzy i kadry oficerskiej musiał wyrazić zgodę na odbycie przeszkolenia spadochronowego.”

płk Czesław Mitkowski, „Zaczęło się w Opolu”, „Komandos” 1/1996

Zdanie jest krótkie, ale w armii z poboru, w roku 1951, nieoczywiste. Uwaga: cytat mówi wyłącznie o zgodzie na przeszkolenie spadochronowe, a nie o ochotniczym naborze do pododdziału. Z samej relacji nie wynika, czy do plutonu trafiało się z własnej woli, czy z przydziału — ani jak realny był wybór żołnierza w tamtych realiach.

Jedno zastrzeżenie, bez którego reszta tego tekstu może zostać źle odczytana. Pluton powstawał w stalinowskim Wojsku Polskim — armii związanej z systemem sowieckim organizacyjnie, kadrowo i doktrynalnie, w roku, który przypada na szczyt tego procesu. Opis szkolenia trzeba czytać w tym kontekście: jako przygotowanie do działań rozpoznawczych i dywersyjnych w ewentualnym konflikcie w Europie, a nie jako wczesną wersję dzisiejszych Wojsk Specjalnych. To nie jest zarzut wobec ludzi, którzy tam służyli. To warunek, żeby opowiadać o nich uczciwie.

Jak szkolono „zwiadowców”

Program, który opisuje Mitkowski, zawiera zadania kojarzone dziś z rozpoznaniem specjalnym i działaniami bezpośrednimi — z zastrzeżeniem, że to analogia współczesnego czytelnika, a nie ówczesna nazwa doktrynalna. Wszystko, co niżej, pochodzi z jego relacji; nie mamy do tego niezależnej dokumentacji szkoleniowej. Zadania: niszczenie mostów i obiektów przemysłowych, zdobywanie dokumentów, rozbijanie sztabów, niszczenie łączności, „zdobywanie języka”. Do tego organizowanie zasadzek małymi grupami lub całością sił oraz — jak to ujął — budowa i bytowanie w bazie „na wzór partyzancki”.

Zrzucano ich na tyły „wroga”. A kiedy nie było samolotów, radzono sobie inaczej: „czasem z powodu braku samolotów pozorowano linię frontu i przez nią przenikaliśmy na tyły nieprzyjaciela”.

  • 90 procent ćwiczeń wykonywano w nocy. W rejonie działania powiadamiano milicję, a nawet straż leśną — „w ciągu dnia nikt z nas nie mógł się pokazać”.
  • Bazy zakładano w zagajnikach i lasach, zawsze z dostępem do wody: przepływający strumyk ułatwiał zacieranie śladów. Bazy często zmieniano. Spali pod pałatkami na mchu i gałęziach, budowali szałasy, zimą ziemianki.
  • Przeciw psom tropiącym stosowano naftę, zmielony pieprz i pył tytoniowy.
  • Topografia — każdy żołnierz miał ją opanowaną „co najmniej tak, jak przeciętny oficer w innych jednostkach”. Marsze na azymut w dzień i w nocy, regularnie.
  • Każdy umiał obsługiwać radiostację, znał alfabet Morse’a i potrafił prowadzić pojazdy wszelkiego typu.
  • Szkolenie saperskie — kostki trotylu 75, 200 i 400 g, później plastik; znajomość min i detonatorów własnych oraz obcych.
  • Walka wręcz — obrona przed atakiem nożem, łopatką, pistoletem; ciche zdejmowanie wartowników.
  • Języki obce — angielski i niemiecki, trzy godziny tygodniowo. Komentarz dowódcy: „lecz uważaliśmy, że to za mało”.

Uzbrojenie: noże szturmowe ZIK wz. 1940, pistolety TT 7,62 mm, pistolety maszynowe PPS-43, później (już w batalionie) kbk AKS-47. Wyposażenie dodatkowe: lornetka albo peryskop zwiadowcy, nożyce do cięcia drutu, łopatki, radiostacje Siewier, busole Adrianowa. Ubrania maskujące z kapturem nakładane na mundur występowały — wciąż według relacji — w czterech wersjach kolorystycznych plus zimowej białej. Czy to świadczy o szczególnej pozycji pododdziału, nie rozstrzygniemy: brakuje porównania z wyposażeniem innych formacji rozpoznawczych i spadochronowych WP z początku lat 50.

Szpilka w kablu

Najlepszy fragment o niszczeniu łączności nie dotyczy materiałów wybuchowych. „Często wystarczyło wetknięcie szpilki w kable, które następnie przybijało się do drzewa, co powodowało zwarcie i było trudne do odszukania” — opisuje Mitkowski. Uszkodzenie jest wtedy niewidoczne, a poszukiwanie usterki idzie po całej długości linii.

Raz poszli dalej. Podczas manewrów wykopali kabel telefoniczny łączący biorące w nich udział dywizje ze sztabem okręgu i ucięli kilka metrów. Skutek: „ćwiczenia zostały znacznie skrócone”.

Wolin: dziewięć Li-2 i pierwszy szereg

W 1953 r. na bazie plutonu sformowano w Oleśnicy Śląskiej 10. samodzielną kompanię rozpoznawczą — 114 żołnierzy w trzech plutonach rozpoznawczych, plutonie łączności i plutonie saperów. Dowódcą został Mitkowski, zastępcą por. Zdzisław Łąpieś. W tym samym czasie w Inowrocławiu powstała 9. samodzielna kompania rozpoznawcza Pomorskiego Okręgu Wojskowego pod dowództwem por. Jerzego Wyszogrodzkiego. W czerwcu 1953 r. żołnierze obu kompanii odbyli wspólne przeszkolenie spadochronowe.

Wtedy też 10. kompania wzięła udział w ćwiczeniach dywizyjnych na wyspie Wolin, organizowanych przez Sztab Generalny. Zadanie: desant na tyły nieprzyjaciela. Żeby go wykonać, zgromadzono — jak wspomina dowódca — wszystkie dostępne samoloty transportowe, „łącznie z rządowym o miękkich fotelach”. Dziewięć maszyn Li-2 — licencyjnej, radzieckiej wersji Douglasa DC-3, przez lata podstawowego transportowca polskiego lotnictwa. Zachowany egzemplarz w wojskowych barwach stoi dziś w Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie.

Samolot transportowy Li-2T w polskich barwach wojskowych, z szachownicami i numerem 027, na ekspozycji muzealnej

Desant poszedł źle. Wiał silny wiatr, wielu żołnierzy lądowało poza wyznaczoną strefą, wśród drzew, w przygodnym terenie. Do tego spadochrony PD-47 miały zbyt dużą dynamikę otwarcia czaszy i potrafiły boleśnie uderzać metalowymi klamrami po głowie. Ludzie schodzili z zadania z posiniaczonymi twarzami. Tak wyglądał ten spadochron spakowany — zachowany egzemplarz ze zbiorów Muzeum Spadochroniarstwa i Wojsk Specjalnych: brezentowy zasobnik, taśmy nośne i metalowe okucia, od których brały się te siniaki.

Spakowany spadochron desantowy PD-47 na stojaku — brezentowy zasobnik z taśmami nośnymi i metalowymi okuciami

„Na kończącej ćwiczenia zbiórce ustawiłem ich wszystkich w pierwszym szeregu — zrobiło to spore wrażenie na ówczesnym Szefie Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, generale Bordziłowskim, który wizytował nas po wykonaniu zadania.”

płk Czesław Mitkowski

Jedna rzecz w tej scenie się jednak nie domyka. Gen. Jerzy Bordziłowski objął stanowisko szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego 23 marca 1954 r., a wcześniej, w latach 1952–1954, studiował w ZSRR. Możliwości jest kilka i żadnej nie rozstrzygniemy bez dokumentacji ćwiczeń: manewry mogły odbyć się w 1954 r. (10. kompania istniała do listopada tamtego roku, więc termin się mieści) · dowódca mógł pomylić rok · mógł nadać generałowi tytuł, który ten objął później · mógł opisać inne ćwiczenia · scena mogła zostać skondensowana albo skrócona przy spisywaniu wspomnień po czterdziestu latach. Rok podajemy za relacją i tę rozbieżność zaznaczamy — bez wskazywania, które z wyjaśnień jest prawdziwe.

Trudno o lepszy obraz tego, jak jednostka specjalna buduje swoją pozycję w armii, która jeszcze nie wie, po co ją ma. Nie referatem o potrzebie rozpoznania głębokiego — szeregiem poobijanych twarzy ustawionym tam, gdzie inspekcja na pewno spojrzy.

Co z nich wyrosło

W listopadzie 1954 r. zarządzeniem Szefa Sztabu Generalnego WP na bazie 10. i 9. kompanii sformowano 19. samodzielny batalion rozpoznawczy, podporządkowany bezpośrednio II Zarządowi Sztabu Generalnego. Zakwaterowano go w Oleśnicy Śląskiej; dowódcą został kpt. Dymitr Muśko, szefem sztabu — Mitkowski. Batalion liczył 190 ludzi — według etatu 22 oficerów, 47 podoficerów i 121 szeregowych.

Dalej ścieżka biegnie tak: lipiec 1955 — przeniesienie batalionu do Wrocławia. Lata 1955–1959 — specjalizacja w zadaniach dywersyjno-rozpoznawczych. Czerwiec 1957 — dowództwo obejmuje mjr Antoni Sokołowski, który umiera nagle w sierpniu 1958 r. na stacji kolejowej, w drodze powrotnej z ćwiczeń. Od grudnia 1958 batalionem dowodzi mjr dypl. Henryk Sobkiewicz.

W październiku 1959 r. batalion przeniesiono do Bielska-Białej i podporządkowano dowództwu 6. Pomorskiej Dywizji Powietrzno-Desantowej. Otrzymał baterię dział bezodrzutowych i baterię moździerzy 82 mm, a jego charakter i nazwa zmieniły się z rozpoznawczego na szturmowy. Sam Mitkowski kwituje to zdaniem: „Zakończyło to historię pierwszej powojennej jednostki polskich komandosów”. To jego późniejsza ocena, spisana po dekadach i językiem tradycji, która dopiero powstawała — a nie ówczesna nomenklatura ani rozstrzygnięcie o pierwszeństwie, z którym ten tekst polemizuje wyżej.

Zakończyło jedną historię, ale nie linię. Dwa lata później, w 1961 r., ten sam oficer — już w stopniu majora — formował w Dziwnowie 26. batalion rozpoznawczy, z którego wyrosła jednostka znana później jako 1. Batalion Szturmowy, a dziś jako Jednostka Wojskowa Komandosów w Lublińcu. Od plutonu w Opolu do Wojsk Specjalnych jako osobnego rodzaju sił zbrojnych minęło 56 lat — ale nie była to jedna prosta droga. Po drodze były kolejne reorganizacje, zmiany doktryny i podległości oraz cezura 1989 roku. Pluton z 1951 r. należy do nurtów, do których odwołują się dzisiejsze tradycje, a nie do nieprzerwanej linii organizacyjnej.

Myślisz o selekcji do Wojsk Specjalnych?

Dzisiejsza selekcja i szkolenie z 1951 r. to dwa różne światy. MINDSET — mentalny podręcznik kandydata do WS to praca z tym, co decyduje o dotrwaniu do końca selekcji.

Kup teraz = prosto do kasy, dostęp od razu po opłaceniu. 30 dni na zwrot.

Najczęstsze pytania

Czy 6. samodzielny pluton rozpoznawczy był pierwszą polską jednostką specjalną po wojnie?

Był jedną z dwóch pierwszych. Tym samym zarządzeniem z 16 lipca 1951 r. powołano bliźniaczy 5. samodzielny pluton rozpoznawczy w Sztumie. Formułę „pierwsza jednostka” spotyka się w publicystyce, ale dokument mówi o dwóch pododdziałach formowanych równolegle.

Skąd wiadomo, że jednostkę utworzono akurat 2 października 1951 r.?

Ta data pochodzi wyłącznie z relacji dowódcy plutonu. Zarządzenie organizacyjne nosi datę 16 lipca 1951 r. i wyznacza termin sformowania do 1 grudnia 1951 r. — 2 października mieści się w tym oknie, ale nie jest potwierdzone dokumentem, do którego mamy dostęp. Dlatego rocznicę liczymy od roku, a dzień podajemy z atrybucją.

Ilu żołnierzy służyło w plutonie?

Etat przewidywał 37. Dowódca wymienia 28 — trzy siedmioosobowe drużyny rozpoznawcze i drużynę łączności. Najprawdopodobniej to różnica między etatem a stanem faktycznym, ale bez meldunków osobowych nie da się tego rozstrzygnąć.

Czy używano wtedy słowa „komandos”?

W relacji Mitkowskiego — nie. Mówi on o „zwiadowcach” i zaznacza wprost, że określenia „komandosi” wtedy jeszcze nie używano. W dokumentach pododdział występuje wyłącznie jako „samodzielny pluton rozpoznawczy”. Kiedy dokładnie słowo weszło do polskiego wojska, tego z naszych źródeł nie ustalimy.

Co się stało z tą jednostką?

W 1953 r. rozwinięto ją w 10. samodzielną kompanię rozpoznawczą w Oleśnicy Śląskiej, w listopadzie 1954 r. — razem z 9. kompanią z Inowrocławia — w 19. samodzielny batalion rozpoznawczy. W październiku 1959 r. batalion trafił do Bielska-Białej, pod 6. Pomorską Dywizję Powietrzno-Desantową, i przeformowano go na szturmowy.

Kim był Czesław Mitkowski?

Oficerem w wojsku od 1945 r., dowódcą 6. samodzielnego plutonu rozpoznawczego (jako porucznik), potem 10. kompanii i szefem sztabu 19. batalionu. W 1961 r., w stopniu majora, formował 26. batalion rozpoznawczy w Dziwnowie. W 1973 r., już jako pułkownik, brał udział w formowaniu Specjalnej Jednostki Wojska Polskiego Doraźnych Sił Zbrojnych ONZ na bazie 6. PDPD i uczestniczył w jej misji na Bliskim Wschodzie.

Źródła

  • Cz. Mitkowski, Zaczęło się w Opolu (wspomnienia spisał A. Czerwiński), „Komandos” 1996, nr 1, s. 31–33 — relacja dowódcy jednostki; źródło wszystkich cytatów i danych o stanie faktycznym, wyposażeniu, szkoleniu oraz ćwiczeniach na Wolinie.
  • A. Hermann, Działania specjalne w wojskowości polskiej 1918–1989, Akademia Obrony Narodowej, Warszawa 2000 — Zarządzenie Organizacyjne nr 018/Org. Szt. Gen. WP z 16.07.1951 r., etaty pododdziałów, podporządkowanie i wyposażenie. Zbiory Biblioteki ASzWoj (sygn. 68964).
  • Dowództwo Komponentu Wojsk Specjalnych, Jednostki specjalne WP po 1945 r., dkws.wp.mil.pl — powstanie 5. i 6. samodzielnego plutonu rozpoznawczego, zakres szkolenia.

Materiał źródłowy z miesięcznika „Komandos” pochodzi z naszego archiwum prasowego i nie jest dostępny w internecie. Tam, gdzie relacja dowódcy jest jedynym źródłem danej informacji, zaznaczamy to w tekście. Pisownia nazwisk oficerów pochodzi z tej relacji prasowej z 1996 r. i nie została skonfrontowana z dokumentacją personalną — jedyny wyjątek to Henryk Sobkiewicz, którego nazwisko potwierdza katalog Biblioteki Cyfrowej Akademii Sztuki Wojennej.

Zdjęcia ilustracyjne — przedstawiają zachowane egzemplarze sprzętu, nie fotografie z opisywanych ćwiczeń. Li-2T: fot. Alan Wilson, Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie, licencja CC BY-SA 2.0. Spadochron PD-47: fot. Wlodek k1, eksponat Muzeum Spadochroniarstwa i Wojsk Specjalnych, licencja CC BY-SA 3.0, kadr przycięty u góry. Oba pliki pochodzą z Wikimedia Commons. Karta otwierająca jest naszą grafiką własną.

Dodaj komentarz

Komentarze są moderowane. Trzymajmy ton — bez wyzwisk, bez teorii spiskowych, bez ujawniania danych operatorów.

Zaloguj się