🎁 Odbierz -10% na pierwsze zamówienie. Zapisz się i zgarnij kod.
HISTORIA I PAMIĘĆ

Diabelska Brygada (1st SSF) – jednostka, która żyła dwa lata i ukształtowała siły specjalne

HISTORIA I PAMIĘĆ ·

Diabelska Brygada (1st SSF) – jednostka, która żyła dwa lata i ukształtowała siły specjalne

First Special Service Force istniała 29 miesięcy i nie wykonała zadania, do którego ją stworzono. Mimo to wszystkie Grupy Sił Specjalnych US Army wywodzą od niej swoją linię. Historia jednostki - i pięciu mitów, które wokół niej narosły.
SilentHeroes
SilentHeroes
| 14 min czytania |

Istniała dwa lata i pięć miesięcy. Nigdy nie liczyła więcej niż około 2 300 ludzi – mniej niż jeden pułk piechoty. Rozwiązano ją, zanim skończyła się wojna, a jej żołnierzy rozrzucono po innych oddziałach jak uzupełnienia. Z punktu widzenia rachunku wojskowego to epizod.

A jednak dziś każda grupa amerykańskich Sił Specjalnych wywodzi swoją linię od dnia jej powstania, a kanadyjski pułk operacji specjalnych nosi jej honory na sztandarze. Pierwsza Samodzielna Grupa Zadaniowa – First Special Service Force, znana jako Diabelska Brygada – jest jednostką, której wpływ okazał się nieproporcjonalnie większy od jej życiorysu.

To historia o tym, co zostaje, kiedy sama jednostka już nie istnieje. I – jak się okaże – historia, wokół której narosło sporo rzeczy, które brzmią dobrze, ale nie są prawdą.

Pomysł, który miał wysadzić Norwegię

Wiosną 1942 roku brytyjski sztab Operacji Połączonych (Combined Operations) pod dowództwem lorda Louisa Mountbattena rozważał koncepcję angielskiego wynalazcy Geoffreya Pyke’a. Nazwano ją Project Plough. Zakładała stworzenie oddziału zdolnego walczyć na lądzie, na morzu, w powietrzu i – co najważniejsze – zimą, w górach, w śniegu.

Cel był konkretny. Jak pisze Army Historical Foundation, planiści zamierzali użyć tych ludzi do uderzenia na elektrownie wodne w okupowanej Norwegii, pola naftowe w Rumunii, a nawet cele w Rosji. Chodziło o sabotaż strategiczny – obezwładnienie niemieckiego przemysłu wojennego przez zniszczenie jego zasilania.

Był jeden problem: nikt nie miał ludzi. Ani Brytyjczycy, ani Norwegowie nie byli w stanie wystawić takiej formacji. Dlatego zdecydowano, że oddział złożą Amerykanie i Kanadyjczycy.

I tu warto zatrzymać się przy szczególe, który w polskich opracowaniach bywa przekręcany. Generał George C. Marshall nie zainicjował powstania jednostki. Koncepcja była brytyjska – to Churchill przedstawił ją Rooseveltowi i Marshallowi podczas konferencji sztabowej w Londynie. Marshall projekt przyjął i przekazał do oceny stronie amerykańskiej. 16 czerwca 1942 roku gen. Dwight Eisenhower, szef Wydziału Planów Wojennych, powierzył organizację jednostki jednemu ze swoich oficerów sztabu – ppłk. Robertowi T. Frederickowi.

Ciekawostka, która mówi coś o tamtych czasach: Frederick dostał zadanie zbadania pomysłu, a w raporcie napisał, że koncepcja jest wadliwa. Dostał ją do realizacji mimo to.

Montana, drwale i spadochrony

9 lipca 1942 roku First Special Service Force rozpoczęła działalność w Fort William Henry Harrison koło Heleny w stanie Montana. Miejsce wybrano nieprzypadkowo – górzysty, surowy teren odpowiadał temu, do czego jednostkę szykowano.

Sposób naboru był nietypowy. Frederick i jego sztab nie szukali przede wszystkim żołnierzy z doświadczeniem bojowym. Szukali ludzi, którzy potrafią funkcjonować w terenie: drwali, leśników, myśliwych, strażników łowieckich, poszukiwaczy złota. Założenie było takie, że taktyki można nauczyć, a odporności na warunki – już trudniej.

Struktura była równie nietypowa. Force dzieliła się na trzy pułki, każdy złożony z dwóch batalionów, do tego dochodziły Batalion Zaopatrzenia i niewielki pododdział lotniczy. Łącznie około 2 300 oficerów i żołnierzy.

Warto ten szczegół zapamiętać, bo w polskim czasopiśmie „Komandos” (nr 5-6/1992) pojawia się informacja o trzech pułkach po trzy bataliony. To błąd – żadne z osiągalnych źródeł amerykańskich i kanadyjskich takiej struktury nie potwierdza.

Szkolenie obejmowało skoki spadochronowe, narciarstwo, wspinaczkę górską, materiały wybuchowe i działania desantowe. W tamtym momencie żadna jednostka po stronie aliantów nie łączyła tych umiejętności w jednym oddziale. Żołnierze ćwiczyli też na gąsienicowym pojeździe śnieżnym T-15, zaprojektowanym specjalnie pod norweską misję.

Misję, która nigdy się nie odbyła. Projekt norweski anulowano, a jednostka – wyszkolona do zimowego sabotażu – trafiła ostatecznie tam, gdzie była potrzebna: na Aleuty, do Włoch i do południowej Francji.

Kiska: pierwszy bój, który się nie odbył

Chrzest bojowy Force miał nastąpić 15 sierpnia 1943 roku na wyspie Kiska na Aleutach, w ramach operacji COTTAGE. Żołnierze schodzili na brzeg przygotowani na ciężkie walki z japońskim garnizonem.

Wyspa była pusta. Japończycy ewakuowali swoje siły pod koniec lipca, niezauważeni przez aliancki wywiad. Pierwsza operacja jednostki szkolonej do najtrudniejszych zadań okazała się marszem po opuszczonym terenie.

Trzy miesiące później Force popłynęła do Europy. I tu jeszcze jedna korekta wobec polskich opracowań: jednostka nie walczyła w Afryce Północnej. Przepłynęła przez Casablankę na początku listopada 1943 roku i przejechała koleją przez Oran i Algier do portów, z których przerzucono ją do Neapolu. Był to czysty tranzyt – kampania północnoafrykańska zakończyła się w maju 1943 roku, pół roku wcześniej.

Monte la Difensa: dwie godziny zamiast trzech dni

To operacja, która zbudowała reputację jednostki.

Monte la Difensa to masyw górski we Włoszech, element niemieckiej Linii Zimowej, blokujący aliancki marsz na Rzym. Front stał. Kolejne natarcia od strony łagodniejszych zboczy kończyły się stratami i niczym więcej.

Force dostała zadanie wejścia od strony, której Niemcy nie obsadzili, bo uznali ją za niedostępną – stromej ściany skalnej. W nocy z 2 na 3 grudnia 1943 roku żołnierze podeszli pod szczyt i wspięli się po niej w ciemności, z ekwipunkiem, w ciszy. O świcie 3 grudnia uderzyli.

Planiści 5. Armii zakładali, że zdobycie szczytu zajmie dwa do trzech dni. Force oczyściła go w około dwie godziny.

Cena nie była niska i spowodowana tym, co działo się głównie po zdobyciu szczytu – podczas utrzymywania pozycji i walk o sąsiednie wzgórze Remetanea. W czasie operacji 3-7 grudnia jednostka straciła 73 zabitych, 313 rannych i 9 zaginionych. Kolejnych 116 ludzi ewakuowano z odmrożeniami i skrajnym wyczerpaniem. Łącznie 511 żołnierzy – ponad jedna piąta stanu bojowego.

Anzio i narodziny przydomka

Od 1 lutego do 23 maja 1944 roku Force działała na przyczółku Anzio, na odcinku Kanału Mussoliniego. Przejęła pas po zdziesiątkowanych batalionach Rangersów – odcinek nieproporcjonalnie szeroki jak na jej stan.

Frederick rozwiązał problem agresją. Zamiast biernej obrony rozkazał nocne patrole i wypady w głąb pozycji niemieckich. Żołnierze czernili twarze pastą do butów i wychodzili w ciemność małymi grupami. Na miejscu zostawiali karty z emblematem jednostki i napisem po niemiecku: „Das dicke Ende kommt noch!” – „najgorsze dopiero przyjdzie”.

To wszystko jest udokumentowane. Natomiast z samym przydomkiem sprawa jest ciekawsza, niż się zwykle opowiada.

Wersja krążąca po literaturze popularnej i po internecie mówi, że nazwę „Czarne Diabły” znaleziono w dzienniku poległego niemieckiego oficera, który miał zapisać, że „czarne diabły są wszędzie”. Problem w tym, że tego dziennika nikt nigdy nie zlokalizował, nie zacytował z podaniem pochodzenia ani nie zarchiwizował. Jedynym źródłem jest powojenny wywiad z samym gen. Frederickiem, a brzmienie rzekomego wpisu zmienia się między kolejnymi relacjami – co jest klasycznym znakiem „powojennej legendy”.

John Nadler w książce A Perfect Hell (2005) idzie dalej i uznaje przydomek za wymysł oficerów wywiadu samej jednostki – element wojny psychologicznej skierowanej przeciw Niemcom, a przy okazji na własny użytek. Niemieckie „die schwarzen Teufel” nie występuje w żadnym znanym źródle niemieckim; to wsteczne tłumaczenie z angielskich popularyzacji.

Nie znaczy to, że jednostka nie budziła strachu. Znaczy tyle, że najsłynniejsza anegdota o niej jest najprawdopodobniej jej własną, udaną robotą propagandową – co samo w sobie jest ciekawsze od legendy.

Rzym, Dragoon i koniec

Po przełamaniu spod Anzio Force zajęła mosty na południe od Rzymu i 4 czerwca 1944 roku weszła do miasta razem z innymi oddziałami alianckimi.

Ostatnia kampania przyszła w sierpniu. Już pod dowództwem płk. Edwina A. Walkera jednostka opanowała wyspy Port-Cros i Levant u wybrzeży południowej Francji w nocy z 14 na 15 sierpnia 1944 roku, zabezpieczając skrzydło desantu operacji Dragoon.

Cztery miesiące później było po wszystkim. 5 grudnia 1944 roku, na równinie nad rzeką Loup pod Villeneuve-Loubet, First Special Service Force została rozwiązana. Amerykanów skierowano głównie do jednostek powietrznodesantowych jako uzupełnienia, część trafiła do 474. Pułku Piechoty. Kanadyjczyków odesłano do własnych sił.

Rocznica tego dnia obchodzona jest do dziś jako Menton Day.

Co zostało po jednostce, której nie ma

Tu zaczyna się właściwa odpowiedź na pytanie, dlaczego o Diabelskiej Brygadzie w ogóle się mówi.

W Stanach Zjednoczonych dziedziczenie nie ma charakteru wyłącznie symbolicznego. Wszystkie Grupy Sił Specjalnych US Army wywodzą swoją formalną linię (lineage and honors) od aktywacji Force z 9 lipca 1942 roku. To znaczy, że w oficjalnych dokumentach rodowodowych amerykańskich „zielonych beretów” data narodzin to dzień, w którym w Montanie zebrano grupę drwali i myśliwych.

W Kanadzie tradycje Force przejął Canadian Special Operations Regiment (CSOR). Perpetuację 1. Kanadyjskiego Batalionu Służby Specjalnej zatwierdzono w 2008 roku, a sztandar z honorami bojowymi wręczyła pułkowi gubernator generalna Mary Simon 5 grudnia 2024 roku – w 80. rocznicę rozwiązania jednostki.

Uznanie przyszło późno. Ustawę o przyznaniu jednostce Złotego Medalu Kongresu podpisano 12 lipca 2013 roku, a medal wręczono 3 lutego 2015 roku w Kapitolu. Odebrali go wspólnie weteran kanadyjski i amerykański – siedemdziesiąt lat po rozwiązaniu Force.

A gdzie w tym wszystkim Polacy?

W 1942 roku, w odpowiedzi na ten sam problem doktrynalny – jak zbudować oddział zdolny działać samodzielnie, daleko od sił głównych, w warunkach, które łamią zwykłą piechotę – powstały niezależnie od siebie dwie formacje. Amerykańsko-kanadyjska Force w Montanie i polska kompania szkolona w brytyjskim ośrodku commando w Achnacarry.

Obie trafiły na ten sam front. Force walczyła pod Monte la Difensa i pod Anzio. 1. Samodzielna Kompania Commando broniła Pescopennataro w grudniu 1943, przenikała za linie niemieckie nad Garigliano w styczniu 1944, a w maju 1944 biła się pod Monte Cassino w rejonie wzgórz Widmo i Sant Angelo. Ci ludzie chodzili po tych samych włoskich górach, w tej samej zimie.

I obie linie znalazły swoją kontynuację. Amerykańska w Siłach Specjalnych US Army i kanadyjskim CSOR. Polska – przez 62. Kompanię Specjalną „Commando” z Bolesławca – w tradycjach dzisiejszej Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca, która oficjalnie wymienia 1. Samodzielną Kompanię Commando wśród formacji kontynuowanych.

Istnieje też pomost późniejszy, choć innego rodzaju. Kiedy Aaron Bank formował w 1952 roku 10. Grupę Sił Specjalnych, rekrutował między innymi weteranów Force. Równocześnie Lodge Act z 1950 roku otworzył drogę do służby w armii amerykańskiej emigrantom z Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polakom. To jednak ścieżki pojedynczych ludzi, a nie linia dziedziczenia jednostek – i tak należy o nich mówić.

Diabelska Brygada nie była polska i nie ma z polskimi commando wspólnego rodowodu. Ma za to wspólny rok, wspólny problem do rozwiązania i wspólne włoskie góry. To wystarczy – i nie wymaga podpierania się niczym zmyślonym.

Czego uczy przypadek Force

Jednostka istniała 29 miesięcy i stoczyła cztery kampanie, z których jedna okazała się marszem po pustej wyspie. Nie wykonała zadania, do którego ją stworzono. Rozwiązano ją w trakcie wojny.

A mimo to zostawiła po sobie model: mały oddział, dobrany pod odporność, a nie pod doświadczenie bojowe; wyszkolony w kilku środowiskach naraz; używany tam, gdzie zwykła piechota się zatrzymuje. Ten model przetrwał jednostkę osiemdziesiąt lat i rozszedł się po armiach, które wtedy jeszcze nie istniały.

Warto to zestawić z historią SAS – jednostki, która w tym samym czasie szła zupełnie inną drogą i której wpływ na polskie Wojska Specjalne okazał się znacznie bardziej bezpośredni.

Z tej samej serii: jednostki specjalne świata

Profile zagranicznych jednostek, które warto znać jako punkt odniesienia dla polskich Wojsk Specjalnych:

Sprawdź, gdzie dziś jesteś

Force dobierała ludzi pod odporność na warunki, nie pod wynik z bieżni. Ale współczesna droga do Wojsk Specjalnych zaczyna się od konkretnych norm – GROM, JWK, FORMOZA, NIL, PJOS, wojsko, Policja. Te akurat da się zmierzyć jeszcze dziś wieczorem.

Otwórz kalkulatory sprawnościowe →

Najczęstsze pytania

Skąd wzięła się nazwa „Diabelska Brygada”?

Przydomek pojawił się w okresie walk na przyczółku Anzio w 1944 roku. Popularna wersja mówi o zapisie w dzienniku poległego niemieckiego oficera, ale tego dokumentu nikt nigdy nie odnalazł ani nie zacytował z podaniem pochodzenia. Jedynym źródłem jest powojenny wywiad z gen. Frederickiem, a brzmienie rzekomego wpisu zmienia się między relacjami. Historyk John Nadler uznaje przydomek za element wojny psychologicznej prowadzonej przez samą jednostkę.

Czy Diabelska Brygada walczyła w Afryce Północnej?

Nie. Jednostka przepłynęła przez Casablankę na początku listopada 1943 roku i przejechała koleją przez Oran i Algier w drodze do Włoch. Był to tranzyt – kampania północnoafrykańska zakończyła się pół roku wcześniej, w maju 1943. Informacja o walkach Force w Afryce Północnej, powtarzana w części polskich opracowań, jest błędna.

Ilu żołnierzy liczyła jednostka?

Około 2 300 oficerów i żołnierzy według pierwotnego etatu, w tym Batalion Zaopatrzenia. W chwili wejścia do walki w grudniu 1943 stan bojowy wynosił około 1 800 ludzi. Kanadyjczyków było w pierwotnym składzie około 697. Krążąca po źródłach wtórnych proporcja „900 Amerykanów na 900 Kanadyjczyków” nie znajduje potwierdzenia w źródłach pierwotnych.

Które współczesne jednostki dziedziczą jej tradycje?

W Stanach Zjednoczonych – wszystkie Grupy Sił Specjalnych US Army, które wywodzą formalną linię rodowodową od aktywacji Force 9 lipca 1942 roku. W Kanadzie – Canadian Special Operations Regiment (CSOR), któremu perpetuację zatwierdzono w 2008 roku. Kanadyjska jednostka kontrterrorystyczna JTF2 nie dziedziczy po Diabelskiej Brygadzie.

Czy polscy komandosi mieli związek z powstaniem tej jednostki?

Nie. First Special Service Force aktywowano 9 lipca 1942 roku, a Mountbatten zwrócił się do gen. Sikorskiego z propozycją utworzenia polskiej kompanii komandosów dopiero z początkiem sierpnia 1942. Obie formacje wyrosły z tego samego brytyjskiego środowiska Operacji Połączonych, ale niezależnie od siebie i w innej kolejności, niż sugerują niektóre polskie opracowania.

Czy film „The Devil’s Brigade” jest wierny faktom?

Film z 1968 roku w reżyserii Andrew V. McLaglena powstał na podstawie książki Roberta H. Adlemana i George’a Waltona z 1966 roku. Zachowuje główne wydarzenia – formowanie w Montanie, Monte la Difensa, Anzio – ale wątki obyczajowe i część postaci są fabularyzowane, zgodnie z konwencją kina wojennego tamtej dekady.

Zdjęcie otwierające: żołnierze 1st Special Service Force i 351. pułku piechoty 88. Dywizji wychodzą zza płonącego czołgu, wchodząc głębiej w Rzym, 4 czerwca 1944. Fot. US Army Signal Corps (SC 329846) / NARA – domena publiczna.

Źródła

Dodaj komentarz

Komentarze są moderowane. Trzymajmy ton — bez wyzwisk, bez teorii spiskowych, bez ujawniania danych operatorów.

Zaloguj się