GROM

HALO i HAHO – jak skaczą spadochroniarze GROM

GROM ·

HALO i HAHO – jak skaczą spadochroniarze GROM

HALO i HAHO, „strefa śmierci" powyżej 7500 m, 180 kg na plecach i 80 skoków, żeby zacząć - jak naprawdę wygląda spadochroniarstwo bojowe GROM. Odsłona cyklu „Miesiąc z GROM".
SilentHeroes
SilentHeroes
| 4 min czytania | | aktualizacja

W „Miesiącu z GROM” pokazaliśmy już snajpera, technika EOD i komponent wodny. Dziś specjalność dosłownie najwyższa: skok. Wbrew efektownym kadrom z filmów spadochron w jednostce to nie pokaz, lecz sposób, żeby wejść w rejon, nad którym samolot nie może bezpiecznie przelecieć – po cichu i niezauważenie.

O kulisach skoków spadochronowych opowiadali w programie „GROM. Tworzymy Historię” instruktorzy jednostki – „Maja”, spadochroniarz z ponad czterema tysiącami skoków, i „Stary”, który pierwszy raz skoczył jeszcze w 1991 roku.

HALO i HAHO – dwa sposoby na jeden cel

Skok szkolny lub szkolno-bojowy ma dwa warianty. HALO (High Altitude, Low Opening) to wysoki skok z niskim otwarciem – skoczek leci w swobodnym spadaniu niemal do ziemi i otwiera spadochron dopiero tuż nad celem, żeby zaskoczyć i nie dać się wykryć. HAHO (High Altitude, High Opening) jest odwrotnością: spadochron otwiera się zaraz po wyskoku, wysoko, a operator przelatuje na czaszy nawet kilkadziesiąt kilometrów i ląduje daleko od miejsca, nad którym przeleciał samolot. Cel jest ten sam – wejść w rejon działań tak, by nikt nie skojarzył tego z przelatującą maszyną.

Skok z granicy oddychania

Te skoki zaczynają się tam, gdzie człowiek bez wsparcia nie przeżyje. Powyżej około 7500 metrów – w „strefie śmierci” – jest około -50°C, rozrzedzone powietrze i za mało tlenu. Operator skacze w masce tlenowej, a przed wyskokiem przechodzi procedurę desaturacji: przez około pół godziny oddycha w samolocie czystym tlenem, żeby wypłukać z krwi azot i uniknąć choroby dekompresyjnej. To nie skok dla adrenaliny, lecz obwarowana procedurami operacja.

Tę granicę jednostka testowała od początku istnienia. Według dokumentu „GROM. Prawdziwa historia” (2006) pierwszy w Polsce skok z pułapu 10 tysięcy metrów wykonano w skrajnych warunkach – w burzy i deszczu, w oporządzeniu bojowym i z aparatami tlenowymi – na samej granicy bezpieczeństwa. Pokazuje to, jak wcześnie GROM sięgnął po najtrudniejszą odmianę desantu, którą najlepsze jednostki świata traktują jako sposób na niepostrzeżone wejście praktycznie w dowolny punkt.

Sto osiemdziesiąt kilogramów na plecach

Spadochroniarz GROM nie skacze „sam ze sobą”. Cały układ – skoczek, broń, spadochron główny i zapasowy, automat otwarcia oraz zasobnik – potrafi ważyć ponad 180 kilogramów. W zasobnikach (od dziesięciu do czterdziestu kilogramów) ląduje to, czego zespół potrzebuje na ziemi: broń zespołowa, drabiny, sprzęt do nurkowania, a nawet elektryczne rowery. Skacze się głównie nocą. W skoku może lecieć też pies bojowy albo – w tandemie – przypięty specjalista.

Osiemdziesiąt skoków, żeby w ogóle zacząć

Do tego poziomu dochodzi się latami. Szkolenie zaczyna się od metody AFF (przyspieszonego swobodnego spadania), tunelu aerodynamicznego i symulatora lotu na czaszy, a pełny program to około osiemdziesięciu skoków. Od mniej więcej ósmego skoku każdy kolejny to nowe zadanie – dochodzi spadochron taktyczny, potem kamizelka, broń, zasobnik. Później zostaje podtrzymanie zdolności: kilkadziesiąt skoków rocznie, w większości nocnych. Nic dziwnego, że doświadczeni operatorzy mają ich po kilkaset, a rekordzista w jednostce – ponad dwanaście tysięcy.

Nowocześni cichociemni

Nie przez przypadek spadochroniarze GROM mówią o sobie „nowocześni cichociemni”. Jednostka dziedziczy tradycję spadochroniarzy Armii Krajowej – skoczków zrzucanych nocą do okupowanej Polski. Jak ta tradycja powstała i co dokładnie po Cichociemnych odziedziczył GROM, opowiemy w finale cyklu, 13 lipca – w rocznicę powstania jednostki.

Źródła

  • Program „GROM. Tworzymy Historię” (odcinek o taktyce niebieskiej) – relacje instruktorów spadochronowych jednostki
  • Dokument „GROM. Prawdziwa historia” (2006) – relacja o pierwszym w Polsce skoku z pułapu 10 000 m

Dodaj komentarz

Komentarze są moderowane. Trzymajmy ton — bez wyzwisk, bez teorii spiskowych, bez ujawniania danych operatorów.

Zaloguj się