🎁 Odbierz -10% na pierwsze zamówienie. Zapisz się i zgarnij kod.
HISTORIA I PAMIĘĆ

Gothic Serpent 1993 — bitwa, która zmieniła Amerykę

HISTORIA I PAMIĘĆ ·
3 października 1993 roku Task Force Ranger wyszedł na trzydziestominutową akcję przy Bakara Market w Mogadiszu. Walka trwała kilkanaście godzin, zginęło osiemnastu Amerykanów, a kolumna ewakuacyjna z czołgami sojuszników ruszyła dopiero osiem godzin po rozpoczęciu rajdu. Co o tej bitwie mówi analiza wojskowa i gdzie w tej historii jest polski ślad.
SilentHeroes
SilentHeroes
| 14 min czytania |

3 października 1993 roku, około 15:30, Task Force Ranger wylądował śmigłowcami przy Bakara Market w Mogadiszu. Zadanie: pojmanie dwóch współpracowników Mohameda Faraha Aidida — Omara Salada Elmiego i Abdiego Hassana Awalego. Przewidywany czas operacji: trzydzieści do sześćdziesięciu minut.

Walka trwała kilkanaście godzin. W starciach 3 i 4 października zginęło osiemnastu Amerykanów, z czego siedemnastu służyło w Task Force Ranger.

Somalia 1993: pułapka humanitarnej misji

Na początku lat dziewięćdziesiątych Somalia pogrążyła się w wojnie domowej. Wojna zniszczyła produkcję i dystrybucję żywności: frakcje rabowały plony, zabijały zwierzęta, niszczyły studnie i blokowały pracę rolników. Susza pogłębiła kryzys, ale nie była jego główną przyczyną. Konwoje z żywnością były grabione, bo kontrola nad jej rozdziałem stanowiła instrument władzy. Szacuje się, że z głodu zmarło wtedy około 300 tysięcy osób, a kolejne 20 tysięcy zginęło w walkach między klanami.

Rada Bezpieczeństwa ONZ zatwierdziła misję w kwietniu 1992 roku. W grudniu tego roku ruszyła operacja „Przywrócić Nadzieję”, w której siły amerykańskie przewodziły koalicji osłaniającej konwoje. W tej fazie poprawiono bezpieczeństwo dostaw i wyraźnie ograniczono masowy głód — nie rozwiązano jednak kryzysu politycznego ani problemu bezpieczeństwa. Od marca 1993 roku misja zmieniła jednak charakter: celem stało się utrzymanie pokoju, czyli rozbrojenie klanów i odbudowa struktur państwa.

To uderzało wprost w pozycję Aidida, lidera Somalijskiego Sojuszu Narodowego, wcześniej głównego dowódcy wojskowego United Somali Congress. Jego ugrupowanie dysponowało tysiącami bojowników, setkami granatników przeciwpancernych, bronią maszynową, moździerzami i kilkoma czołgami. Punktem zwrotnym stała się zasadzka na pakistańską kolumnę wysłaną po stację radiową nadającą agitację przeciw ONZ — zginęło wtedy 24 Pakistańczyków, a 50 zostało rannych. Kolejna rezolucja pozwoliła na ujęcie odpowiedzialnych wszelkimi dostępnymi środkami. W praktyce chodziło o Aidida.

Do Somalii skierowano Grupę Operacyjną Ranger pod dowództwem generała Williama F. Garrisona: operatorów Delta Force i żołnierzy 75. Pułku Rangersów, ze śmigłowcami UH-60 Black Hawk i lekkimi AH-6J, wspieranych przez siatkę wywiadowczą CIA. Grupa działała w Mogadiszu od sierpnia, prowadząc serię rajdów. Operacje trwały zwykle poniżej godziny. 3 października miał być kolejnym standardowym rajdem.

Super 61 i Super 64

Cel był na miejscu. Rangersi zabezpieczyli obwód, operatorzy Delty weszli do budynku i pojmali ludzi Aidida. Zaczął się odwrót — i wtedy w Black Hawka oznaczonego Super 61 trafił pocisk z granatnika.

Śmigłowiec runął w zabudowę. W rejon wraku skierowano śmigłowce i elementy ratunkowe. Załoga AH-6J ewakuowała dwóch rannych, a na linach zjechała grupa ratunkowa złożona z rangersów i żołnierzy sił specjalnych lotnictwa. W trakcie zjazdu kolejny UH-60 został trafiony z granatnika, ale pilot zdołał dotrzeć do bazy. Teren katastrofy zabezpieczono kilka minut przed dotarciem tam bojówek Aidida, liczonych w setki.

Konwój samochodowy nie przebił się do celu i wycofał do bazy. W okrążeniu znalazło się 91 amerykańskich żołnierzy. Wtedy trafiony został drugi Black Hawk — Super 64 — i rozbił się na terenie kontrolowanym przez milicję klanu.

Obserwujący to z pokładu śmigłowca dwaj snajperzy Delta Force, Gary Gordon i Randall Shughart, poprosili o zgodę na wysadzenie przy drugim wraku. Po jej otrzymaniu dotarli na miejsce i osłaniali załogę do końca. Obaj zginęli w walce z nacierającą milicją. Obaj otrzymali pośmiertnie Medal of Honor. Pilot Super 64, Michael Durant, dostał się do niewoli.

Osiemdziesiąt tysięcy sztuk amunicji w półtorej godziny

Około 17:45 generał Garrison wysłał na odsiecz 22 lekko opancerzone humvee i ciężarówki. Ostrzał z granatników zmusił je do odwrotu. O intensywności tego starcia mówi jedna liczba: w trwającej półtorej godziny walce strona amerykańska wystrzeliła 80 tysięcy sztuk amunicji.

Sytuację okrążonych poprawił zrzut zaopatrzenia w pobliżu wraku Super 61. Tymczasem generałowie Garrison i Montgomery organizowali odsiecz z bronią pancerną. Kolumna opuściła bazę około 23:30 — ponad osiem godzin od rozpoczęcia walk. Składała się z czterech pakistańskich czołgów, 24 malezyjskich transporterów opancerzonych, dwóch kompanii amerykańskiej 10. Dywizji Górskiej z grupy szybkiego reagowania i 50 żołnierzy Task Force Ranger.

Po ponad dwóch godzinach walki kolumna przebiła się do wraku Super 61 i rozpoczęła ewakuację. Przy wraku Super 64 nie znaleziono nikogo. Obie kolumny wycofały się na stadion olimpijski, gdzie mieściła się baza pakistańska.

Bilans

  • 18 zabitych Amerykanów w starciach 3 i 4 października, z których 17 należało do Task Force Ranger.
  • 84 rannych, w tym 60 z Task Force Ranger.
  • Jeden zabity żołnierz malezyjski; rannych siedmiu Malezyjczyków i dwóch Pakistańczyków.
  • Dwa Black Hawki zestrzelone, cztery uszkodzone; zniszczone i uszkodzone pojazdy kołowe.
  • Pilot Michael Durant w niewoli.

Straty somalijskie pozostają sporne i trudno oddzielić walczących od ofiar postronnych. Strona amerykańska szacowała liczbę zabitych na 1000–1500 i rannych na 3000–4000. Międzynarodowy Czerwony Krzyż mówił o około 200 zabitych i kilkuset rannych. Narodowy Sojusz Somalijski podawał 150 zabitych.

Z wąsko wojskowego punktu widzenia zadanie wykonano — współpracowników Aidida pojmano. Pod względem strat, utraconego prestiżu i kosztów politycznych była to porażka. Task Force Ranger, w której służyli jedni z najlepiej wyszkolonych żołnierzy świata, straciła w ciągu doby siedemnastu zabitych i sześćdziesięciu rannych — a zadały jej to milicje klanowe jednego z najbiedniejszych państw świata.

Błędy, które wskazała analiza wojskowa

Jedną z krytycznych interpretacji operacji przedstawił major Clifford E. Day w pracy przygotowanej w Air Command and Staff College. Wskazuje w niej szereg przyczyn, które złożyły się na wynik tamtego dnia. To opracowanie studyjne, nie oficjalne stanowisko sił powietrznych — ale w polskim obiegu wojskowym to właśnie ono nadało ton ocenie Mogadiszu.

Druga faza misji ONZ miała — w odróżnieniu od pierwszej — niejasno sprecyzowane cele. Rozbrojenie klanów oznaczało zbrojną konfrontację z ich przywódcami. Brak koordynacji między ONZ a działającymi faktycznie niezależnie siłami amerykańskimi rodził wzajemną niechęć i utrudnił akcję ratunkową wojsk sojuszniczych.

Day ocenia tę sytuację przez pryzmat zasad kojarzonych z doktryną Powella: jasno zdefiniowanego celu, poparcia politycznego i realizacji zadania przy miażdżącej przewadze środków. Tak osiągnięto szybkie zwycięstwa w Panamie w 1989 i w Zatoce Perskiej w 1991. Somalii nie przypisywano znaczenia strategicznego, więc zostawiono w niej pole dowolności.

Osobno wraca kwestia pancerza. Generał Montgomery zabiegał wcześniej o amerykańskie czołgi i bojowe wozy piechoty dla grupy szybkiego reagowania. Wniosek odrzucono w Waszyngtonie — decyzję podjął sekretarz obrony Les Aspin — w warunkach polityki ograniczania widocznej obecności amerykańskiej w Somalii. Skutek był taki, że kolumna z czołgami i transporterami ruszyła dopiero po ośmiu godzinach, i to sprzętem sojuszników.

Co z tego zostało

7 października 1993 roku prezydent Bill Clinton ogłosił wycofanie sił bojowych z Somalii. Ostatni żołnierze ONZ opuścili kraj w marcu 1995 roku. Mark Bowden zrekonstruował bitwę w książce „Black Hawk Down” na podstawie dziesiątek wywiadów z uczestnikami, a Ridley Scott nakręcił na jej podstawie film.

Polski ślad zaczyna się rok przed bitwą

W 1991 roku, kiedy Jednostka Wojskowa GROM miała niespełna rok i dopiero budowała swoje pierwsze zespoły snajperskie, szkolił je Amerykanin. Sierżant major Lawrence Freedman — instruktor Zielonych Beretów, weteran z ćwierćwieczem służby i dwiema Brązowymi Gwiazdami z Wietnamu. Dwa lata wcześniej zdjął mundur, ale nie przestał pracować dla amerykańskich struktur rządowych.

W grudniu 1992 roku znalazł się w Somalii. 23 grudnia pojazd, którym jechał, najechał na minę. Dowództwo Operacji Specjalnych Armii USA odnotowuje go wśród poległych: sierżant major wojsk specjalnych Lawrence N. Freedman z Filadelfii zginął 23 grudnia 1992 roku, wspierając operację „Restore Hope”. Pochowano go na Cmentarzu Narodowym w Arlington 29 grudnia.

Nie było go w Mogadiszu 3 października 1993 roku — zginął dziewięć miesięcy wcześniej, w zupełnie innej fazie tej samej wojny, gdy misja polegała jeszcze na osłonie pomocy humanitarnej. Jego historia tworzy jednak osobny, personalny związek między początkami GROM a amerykańską obecnością w Somalii. Jedna z głównych alejek warszawskiej bazy GROM nosi imię Lawrence’a Freedmana, a jednostka upamiętnia go co roku.

Polskie wydanie z przedmową twórcy GROM

Po polsku książka ukazała się dopiero 14 października 2011 roku — prawie dwie dekady po wydarzeniach — nakładem wydawnictwa Mayfly, w tłumaczeniu Aleksandry Brożek-Sali. Przedmowę napisał generał brygady Sławomir Petelicki, twórca i dwukrotny dowódca Jednostki Wojskowej GROM. To dwie strony, które dla polskiego czytelnika znaczą więcej niż cała reszta tomu — bo ich autor zna ludzi z tej bitwy osobiście.

Zaczyna od zdania, które trafiło potem na okładkę: „«Helikopter w ogniu» to książka niezwykła. Powinien przeczytać ją każdy, kogo interesuje otaczający świat, który jest tak zbudowany, że gdy kończy się jeden konflikt zbrojny, zaraz zaczyna się kolejny albo kilka toczy się równolegle”.

Uczestnik „Irene” spotkany na Haiti

Pierwszego żołnierza z operacji „Irene” — tak brzmiał kryptonim rajdu z 3 października — Petelicki spotkał w listopadzie 1994 roku w Port-au-Prince, gdzie dowodził kontyngentem GROM podczas amerykańskiej interwencji na Haiti. Rozmówca porównał mu Haiti, nazywane przez Amerykanów „Piekielną Dziurą”, do Somalii: tu i tam kilkusetosobowe bandy i totalny chaos.

Petelicki przyznaje mu rację i podaje miarę: po pierwszym miesiącu tamtej operacji ośmiu żołnierzy US Army popełniło samobójstwo. Gdy „Newsweek” dał to na pierwszą stronę, o polskich operatorów zaniepokoił się ówczesny rzecznik praw obywatelskich, prof. Tadeusz Zieliński. Dowódca GROM podziękował mu za troskę i odpowiedział, że jego ludzie czują się znakomicie — bo między operatorem jednostki specjalnej a żołnierzem nawet elitarnego oddziału jest różnica zasadnicza. Zdaniem Petelickiego właśnie tę różnicę książka Bowdena pokazuje lepiej niż jakakolwiek inna.

Gary Harrell: od rany w Mogadiszu do wspólnej operacji z GROM

Rok później, jesienią 1995 roku, w stołówce Delty ówczesny dowódca jednostki pułkownik Bernard McCabe przedstawił Petelickiemu podpułkownika Gary’ego Harrella — tego samego, który w Mogadiszu dowodził komandosami Delty. Harrell wracał właśnie do formy po zaleczeniu rany od kuli, która dosięgła go w Somalii podczas „Irene”.

Spotkali się ponownie w 1998 roku. Harrell pełnił wtedy, jak pisze Petelicki, funkcję dowódczą w Delta Force. Przeprowadzili wtedy razem — jak pisze Petelicki — „bardzo ważną operację, o której do dziś wie tylko kilka osób”. Brał w niej udział także Eric Olson, wówczas oficer US Navy SEAL, późniejszy admirał i głównodowodzący Sił Operacji Specjalnych Stanów Zjednoczonych. Czterech komandosów GROM otrzymało za tę operację Krzyże Zasługi za Dzielność od Prezydenta RP, a sam Petelicki — tytuł honorowego komandosa US Navy SEAL i nóż bojowy od Harrella. Później, jako generał odpowiedzialny za operacje specjalne w Dowództwie Centralnym, Harrell odwiedzał polskich operatorów w Iraku i Afganistanie.

To jest odpowiedź na pytanie, co Mogadiszu ma wspólnego z Polską. Nie wspólny udział w bitwie, bo go nie było — tylko ludzie, którzy przewijają się po obu stronach tej historii.

Zarzut Petelickiego: zabrakło jednego samolotu

Twórca GROM stawia w przedmowie tezę mocną i jednoznacznie polityczną. Jego zdaniem żołnierze w Somalii zginęli przede wszystkim dlatego, że prezydent Bill Clinton odmówił im odpowiedniego wsparcia lotniczego — a wystarczyłby jeden samolot typu gunship, który stawiając ścianę ognia odciąłby napastnikom dostęp do zestrzelonych śmigłowców. Wtedy, pisze Petelicki, nie musieliby zginąć Gary Gordon i Randall Shughart.

Ocena Petelickiego częściowo koresponduje z wątkami z analizy Daya — zwłaszcza z krytyką ograniczeń we wsparciu i ochronie sił. Nie są to jednak dwa niezależne ustalenia: polska redakcja wojskowa relacjonowała właśnie Daya. W samym dowództwie amerykańskim trwał zresztą spór o kanonierki: generał Hoar uważał je za zbędne głównie ze względu na ryzyko szkód wśród cywilów, a generał Downing, choć ich chciał, nie forsował sprawy, sądząc, że Task Force Ranger wykona zadanie bez nich.

Polska klamra, którą stawia sam Petelicki

Na koniec przedmowy pada nazwisko, które w Polsce znaczy bardzo wiele. Petelicki zestawia Mogadiszu ze śmiercią kapitana Daniela Ambrozińskiego, poległego 10 sierpnia 2009 roku pod Usman Khel w prowincji Ghazni. Jego ostrzeliwany przez talibów patrol — żołnierze 25. Brygady Kawalerii Powietrznej, nie Wojsk Specjalnych — przez sześć godzin był ostrzeliwany bezkarnie, tak jak Amerykanie w Mogadiszu przez ludzi Aidida. Śmigłowiec Mi-17, który przyleciał z pomocą, był według Petelickiego nieuzbrojony, „bo minister obrony narodowej nie chciał słuchać próśb dowódcy Wojsk Lądowych”.

Dowódcą Wojsk Lądowych był wówczas generał Waldemar Skrzypczak. Polskie opracowania naukowe wiążą śmierć Ambrozińskiego i towarzyszące jej wydarzenia — w tym wystąpienie i późniejsze odejście Skrzypczaka ze służby — z decyzją rządu o tak zwanym pakiecie afgańskim i wzmocnieniu kontyngentu. Petelicki kończy zdaniem o politykach, „którzy niezależnie od tragedii mają niezmiennie dobre samopoczucie”.

Dorzuca jeszcze jedną klamrę, przy której sam się zastrzega: że śmigłowce w Mogadiszu zestrzelili bojownicy Al-Kaidy szkolący ludzi Aidida, a części black hawków z operacji „Irene” komandosi Delty znaleźli później w pieczarach Tora Bora. „Choć tego nie wiemy” — dopisuje. To jego hipoteza, nie ustalenie.

Dla wojska został jednak przede wszystkim materiał szkoleniowy. Polska redakcja wojskowa pisała w 2008 roku, że wojska amerykańskie wyciągnęły z Mogadiszu poważne wnioski, co przełożyło się na skuteczność późniejszych operacji specjalnych w Iraku i Afganistanie — i że dokładne zapoznanie się z tamtymi błędami okazało się przydatne przy planowaniu operacji również polskim dowódcom.

Obie formacje opisywaliśmy osobno — podobnie jak DEVGRU, które powstało z tego samego środowiska. Najtrwalszy ślad tamtego dnia to nie legenda o bohaterskiej obronie, lecz zestaw pytań, które wojsko zadaje sobie od trzydziestu lat: o jasność celu, o koordynację z sojusznikami i o to, co się dzieje, gdy wsparcie dociera osiem godzin za późno.

Źródła

  • „Komandos” 2/2008, dział „Konflikty”, s. 20–25 — polska analiza bitwy: przebieg godzinowy, liczba okrążonych, skład kolumny odsieczy, pełny bilans strat obu stron, omówienie opracowania mjr. Clifforda E. Daya i doktryny Powella. Archiwum redakcji.
  • Joint History Office, Joint Chiefs of Staff — oficjalna historia zaangażowania USA w Somalii: ewolucja celów misji, spór o kanonierki AC-130, wniosek gen. Montgomery’ego o pancerz i decyzja sekretarza obrony, liczebność grupy zadaniowej, polityka wycofania.
  • Human Rights Watch — raport o Somalii z 1993 roku: przyczyny klęski głodu (niszczenie produkcji i dystrybucji żywności przez frakcje), pozycja Aidida w United Somali Congress.
  • USASOC / ARSOF History — karta poległego: SGM Lawrence N. Freedman: stopień, pochodzenie, data i okoliczności śmierci (23 grudnia 1992, wsparcie operacji „Restore Hope”).
  • JW GROM — materiał rocznicowy jednostki z 29 grudnia 2024 roku: szkolenia zespołów snajperskich prowadzone przez Lawrence’a Freedmana w 1991 roku i alejka jego imienia w bazie jednostki.
  • Mark Bowden, „Helikopter w ogniu”, wyd. Mayfly, pierwsze wydanie polskie 14 października 2011, tłum. Aleksandra Brożek-Sala, 400 s., ISBN 978-83-62827-03-9 — przedmowa gen. Sławomira Petelickiego, s. 9–10; wszystkie przytoczone w tekście relacje Petelickiego (Haiti 1994, spotkania z Harrellem 1995 i 1998, Ambroziński) pochodzą z tych dwóch stron.
  • mjr Clifford E. Day, Critical Analysis on the Defeat of Task Force Ranger — praca przygotowana w Air Command and Staff College (1997); poglądy autora nie są oficjalnym stanowiskiem US Air Force.

Dodaj komentarz

Komentarze są moderowane. Trzymajmy ton — bez wyzwisk, bez teorii spiskowych, bez ujawniania danych operatorów.

Zaloguj się