🎁 Odbierz -10% na pierwsze zamówienie. Zapisz się i zgarnij kod.
JWK

13 lat Fundacji przy Jednostce Wojskowej Komandosów w Lublińcu

JWK ·
Powstała kilka tygodni po śmierci operatora JWK w Afganistanie. Przez trzynaście lat przekazała ponad 3,5 miliona złotych, a większość tych pieniędzy trafiła do chorych dzieci żołnierzy. Rozmowa z prezes Fundacji „Wspieram cicho i skutecznie”.
SilentHeroes
SilentHeroes
| 17 min czytania |

Większość pieniędzy zbieranych dla komandosów idzie na ich chore dzieci.

Powstała w 2013 roku, kilka tygodni po tym, jak w Afganistanie zginął operator Jednostki Wojskowej Komandosów. Od tamtej pory Fundacja „Wspieram cicho i skutecznie” przekazała na pomoc ponad 3,5 miliona złotych — a około 60 procent tych pieniędzy trafiło do dzieci żołnierzy. O tym, czego nie widać zza bramy Jednostki, opowiada prezes Fundacji Beata Tumidalska.

8 października Jednostka Wojskowa Komandosów obchodzi podwójny jubileusz: 65 lat od powstania formacji, której jest kontynuatorką, i 15 lat pod obecną nazwą. W serii rozmów z tej okazji oddajemy głos ludziom, którzy tę jednostkę tworzyli — dowódcy, instruktorom, operatorom.

Kontynuujemy nasz cykl na Święto Jednostki Wojskowej Komandosów.

Ta rozmowa jest w serii jedyna, która nie dotyczy selekcji, szkolenia ani misji. Dotyczy tego, co ta służba kosztuje rodziny.

Wątek otworzył sam dowódca jednostki. Płk Marcin Suszko powiedział nam latem, że „silna rodzina jest jednym z filarów stabilnej i skutecznej służby”. Fundacja „Wspieram cicho i skutecznie” działa przy Jednostce od trzynastu lat i tworzą ją wyłącznie kobiety — żony żołnierzy, pracownice resortu obrony i kobiety związane z wojskiem. To one od 2013 roku organizują pomoc dla rodzin, które zmagają się z chorobą albo stratą.

W rozmowie z nami prezes Fundacji tłumaczy, dlaczego pomoc systemowa działa dobrze w jednym przypadku, a zawodzi w kilku innych, na co idą zbierane pieniądze i co jest najtrudniejsze, kiedy zbiera się środki na ludzi, których wizerunku nie wolno pokazać.

Żołnierz JWK z rodziną przed godłem Jednostki Wojskowej Komandosów w Lublińcu

O rozmówczyni i Fundacji

Fundacja „Wspieram cicho i skutecznie” — organizacja pożytku publicznego zarejestrowana w listopadzie 2013 roku, z siedzibą w Lublińcu, działająca przy Jednostce Wojskowej Komandosów. Pierwsze porozumienie o współpracy z jednostką podpisała 6 grudnia 2013 roku z ówczesnym dowódcą, płk. Wiesławem Kukułą — dziś generałem i Szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Obejmuje opieką żołnierzy i pracowników resortu obrony z jednostek Wojsk Specjalnych oraz ich rodziny, zarówno w służbie czynnej, jak i na rentach i emeryturach. Jej motto brzmi: „Kiedy ONI dbają o nasze bezpieczeństwo, my troszczymy się o spokój ICH rodzin”.

Beata Tumidalska — założycielka i Prezes Zarządu Fundacji od 2013 roku. Lubliniczanka.

Skąd się to wzięło

Fundacja powstała w listopadzie 2013, a miesiąc później, 6 grudnia, podpisały Panie pierwsze porozumienie z JWK — z ówczesnym dowódcą, płk. Wiesławem Kukułą. Co się wydarzyło, że taka organizacja okazała się potrzebna?

Fundacja „Wspieram cicho i skutecznie” została zarejestrowana tuż po tragicznym wydarzeniu, jakie miało miejsce w sierpniu 2013 roku. To właśnie wtedy poległ jeden z najlepszych operatorów Jednostki Wojskowej Komandosów w Lublińcu — st. chor. sztab. Mirosław Łucki — a dwóch innych operatorów zostało rannych. Ówczesny dowódca JWK od razu dostrzegł konieczność powołania do życia organizacji, która nie tylko będzie wspierała żołnierzy i pracowników resortu obrony, ale również ich rodziny.

We wrześniu 2013, jako żona jednego z żołnierzy JWK — uczestników tamtej misji — zostałam zaproszona na spotkanie, podczas którego zaproponowano mi zbudowanie organizacji, której mottem jest „Kiedy ONI dbają o nasze bezpieczeństwo, my troszczymy się o spokój ICH rodzin”. Od tego czasu, zgodnie z maksymą lublinieckich komandosów, staramy się o to dbać cicho i skutecznie.

Czy wciąż Fundację tworzą wyłącznie kobiety, w większości żony i partnerki żołnierzy Jednostki? Był to świadomy wybór, czy tak się po prostu ułożyło?

Od trzynastu lat Fundację tworzą wyłącznie kobiety — żony, pracownice resortu obrony oraz kobiety związane z wojskiem. Był to świadomy wybór, aktualny do dziś. Niemniej wśród osób wspierających naszą działalność zdecydowaną większość stanowią mężczyźni, co na przestrzeni lat pokazało, że to była dobra decyzja.

Żołnierze zgłaszający się do Fundacji wielokrotnie powtarzają, że dużo łatwiej jest im przyjść do przedstawicielek Fundacji i opowiedzieć na przykład o ciężkiej chorobie dziecka, niż poruszać ten temat z kolegami z zespołu.

Zanim przejdziemy do tego, jak Panie działają — pytanie, które zadaje sobie chyba każdy czytelnik. Dlaczego fundacje takie jak Wasza w ogóle są potrzebne? Czy państwo nie rozwiązuje problemów żołnierzy i ich rodzin systemowo?

W chwili, w której dochodzi do śmierci żołnierza w wyniku służby, pomoc systemowa jest jak najbardziej uregulowana. Problem pojawia się, kiedy żołnierz zostaje ranny, kiedy ulegnie wypadkowi, a już na pewno nie jest uregulowana, kiedy odejdzie na zasłużoną emeryturę.

Nie wyobrażamy sobie, abyśmy mogli zapomnieć o tych, którzy przez kilkanaście lat służyli Rzeczypospolitej Polskiej, a po odejściu nagle o nich zapominamy. Właśnie dlatego Fundacja „Wspieram cicho i skutecznie” wspiera emerytowanych żołnierzy, jak również ich żony i dzieci.

Czym pomoc organizowana przez rodziny żołnierzy różni się od pomocy instytucjonalnej? Co Fundacja może, czego nie może wojsko?

Okazuje się, że fundacja może całkiem sporo. Począwszy od transparentnego pozyskiwania funduszy, organizowania zbiórek, współpracy z firmami, organizacji aukcji i eventów charytatywnych, a kończąc na pozyskiwaniu środków z dotacji.

Jak wyglądały pierwsze miesiące? Od czego się w ogóle zaczyna, kiedy nikt Państwa jeszcze nie zna?

Ośmielę się użyć stwierdzenia, że to nie pierwsze miesiące były trudne, a pierwsze kilka lat działalności Fundacji. Najpierw trzeba było przekonać ludzi, że taka organizacja jest potrzebna. Następnie musiałyśmy wykonać rozpoznanie — kto potrzebuje wsparcia — a później zaczęłyśmy pozyskiwać fundusze na zaspokojenie tych potrzeb.

Nasze nazwiska nie były w żaden sposób rozpoznawalne, wielokrotnie odbijałyśmy się od ściany. Nasze wnioski o dotacje były dobre, ale ponieważ nie posiadałyśmy historii realizacji innych projektów, dla wielu instytucji byłyśmy po prostu niewiarygodne.

Uratowała nas konsekwencja w działaniu oraz wsparcie ówczesnego dowódcy JWK.

Wspomina Pani o nim nie pierwszy raz. Na czym polegało to wsparcie?

Dzisiaj z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że gdyby nie ówczesny płk Wiesław Kukuła — dzisiaj generał Kukuła, najważniejszy żołnierz w Wojsku Polskim — nie dałybyśmy rady. Dlaczego? Bo dla tego człowieka ważna była każda rodzina, która zmagała się z ciężką chorobą. Motywował nas do działania i miał w sobie coś, co dzisiaj jest na wagę złota — czas na tego typu problemy.

Co jest najtrudniejsze w zbieraniu pieniędzy na ludzi, których wizerunku nie wolno pokazywać?

Proszę sobie wyobrazić, że zakładacie Państwo organizację, która nie posiada odgórnego budżetu — musicie zapracować na każdą złotówkę. Po czym od razu pojawia się mnóstwo potrzeb, a te wcześniej wspomniane złotówki znikają szybciej, niż się pojawiły.

Do tego dochodzi specyficzna grupa beneficjentów — żołnierze Wojsk Specjalnych, których wizerunek nie powinien być upubliczniany. A pośrodku jest fundacja, która musi pozyskać środki, nie ujawniając szczegółów i z zachowaniem szczególnej ostrożności przy treściach publikowanych w mediach społecznościowych.

To niełatwa praca, aczkolwiek w myśl zasady „kto chce, szuka sposobu, kto nie chce, szuka powodu” — nieustannie szukamy sposobu na pozyskiwanie funduszy i budowanie wizerunku Fundacji w Wojsku Polskim oraz poza nim.

Co widać z tej strony

Zobaczmy więc, na co te pieniądze idą. Z danych Fundacji wynika, że około 60 procent wydatków trafia do dzieci żołnierzy, 10 procent do żon, a 30 procent do samych żołnierzy. Ta proporcja się utrzymuje?

Na początku pod naszą opieką były tylko i wyłącznie ciężko chore dzieci żołnierzy. Ta tendencja utrzymywała się przez co najmniej kilka lat. Z czasem pojawiało się coraz więcej żon żołnierzy, borykających się z trudnymi w leczeniu nowotworami. A dopiero na końcu zaczęli zgłaszać się sami żołnierze — głównie ci, którzy doznali ciężkich urazów i nie mogli czekać na leczenie w ramach NFZ.

To sporo tłumaczy. Większość ludzi wyobraża sobie, że pomoc dla jednostki specjalnej to pomoc dla rannego operatora i zastanawia się, z czego wynika ta różnica.

A czy pomoc rodzinie operatora nie jest równoznaczna z udzieleniem pomocy jemu samemu? Czy nawet świetnie wyszkolony operator, podczas wykonywania obowiązków służbowych, zapomni, że ma ciężko chore dziecko albo umierającą żonę? Proszę do tego dołożyć konieczność pozyskania środków pieniężnych, które wykraczają poza jego możliwości. W takich sytuacjach z pomocą przychodzi Fundacja „Wspieram cicho i skutecznie”.

Z jakim problemem rodziny zgłaszają się do Fundacji najczęściej?

Wachlarz problemów jest ogromny. Naszymi najtrudniejszymi, a zarazem najczęstszymi przeciwnikami są choroby genetyczne, nowotwory, mózgowe porażenie dziecięce, ciężkie urazy kończyn, wylewy oraz udary.

Rodziny zgłaszają się same, czy trzeba do nich wyjść? Jest opór przed proszeniem o pomoc?

Przez trzynaście lat działalności Fundacja udzieliła pomocy wielu żołnierskim rodzinom. Rekomendują nas przede wszystkim żołnierze, którzy sami otrzymali wsparcie. Niemniej zdarzają się sytuacje, że to my wychodzimy z inicjatywą — zazwyczaj jest to poprzedzone informacją otrzymaną od bezpośrednich przełożonych albo kolegów danego żołnierza.

Właśnie tak powinien działać zespół — cicho i skutecznie. Jednocześnie z zachowaniem dyskrecji i poszanowaniem prywatności.

Fundacja współpracuje z kapelanem Jednostki przy wsparciu rodzin. O czym to mówi — czego rodziny potrzebują poza pieniędzmi?

Fundacja „Wspieram cicho i skutecznie” współpracuje z kapelanem Parafii Wojskowej przy JWK na wielu polach. Wspólnie organizujemy wydarzenia przeznaczone zarówno dla rodzin, jak i dla dzieci. Nasze instytucje wspierają się i uzupełniają. Dzięki ogromnemu zaangażowaniu ks. ppłk. Przemysława Tura, proboszcza tutejszej parafii, udało nam się zrealizować wiele wartościowych projektów.

Każda rodzina potrzebuje czegoś innego. Ważne jest indywidualne podejście oraz najbardziej deficytowa wartość, jaką jest czas. Właśnie dlatego nasze instytucje pracują niemalże 24 godziny na dobę. Jesteśmy praktycznie każdego dnia na terenie jednostki.

Czy rozgraniczacie sytuację rodziny żołnierza w służbie czynnej i rodziny weterana na rencie albo emeryturze?

Każda — podkreślam: każda — sytuacja, w której ciężko zachoruje jeden z członków rodziny, jest trudna. W żaden sposób tego nie rozgraniczamy, dlatego też otaczamy naszym wsparciem żołnierzy, byłych żołnierzy, pracowników resortu obrony oraz ich najbliższych.

Skala i mechanizm

Wróćmy do pieniędzy, ale już całkiem konkretnie. Z czego składa się finansowanie Fundacji — zbiórki, licytacje, sponsorzy, programy rządowe? Co dziś daje najwięcej?

Od trzynastu lat żołnierze JWK — i nie tylko — oraz pracownicy resortu obrony co miesiąc przekazują dobrowolne wpłaty na rzecz Fundacji „Wspieram cicho i skutecznie”. Dodatkowym wsparciem są środki z 1,5 procent podatku dochodowego, dotacje zewnętrzne, darowizny od firm i osób prywatnych, wpłaty z aukcji charytatywnych oraz środki ze zbiórek publicznych.

Ponadto rokrocznie, wraz z JWK, współorganizujemy Bal oraz Koncert Charytatywny. Każde z wyżej wymienionych jest źródłem sukcesu Fundacji i każde ma realny wpływ na naszą działalność.

Co jest trudniejsze: zebrać te pieniądze czy mądrze je rozdysponować?

Oczywiście, że trudniej jest pozyskać środki, niż je rozdysponować. Każdy z naszych podopiecznych musi udokumentować konieczność wsparcia dokumentacją medyczną załączoną do wniosku. Następnie wniosek przechodzi przez weryfikację, a na końcu wnioskodawca staje się pełnoprawnym podopiecznym Fundacji.

W kwietniu 2026 Fundacja podpisała porozumienie z Wojskowym Instytutem Medycyny Lotniczej. Co ono realnie zmienia dla żołnierzy i rodzin?

Zmienia bardzo dużo — przede wszystkim dostępność do specjalistów i badań. Współpraca z WIML, jedynym ośrodkiem w Polsce wyposażonym w sprzęt do szkolenia lotników i spadochroniarzy, jest dla nas wejściem na wyższy poziom w kwestii konsultacji z wiodącym ośrodkiem medycznym. To nowy obszar, który daje nam kolejne możliwości.

Czego Fundacji dziś brakuje najbardziej — i nad czym Panie teraz pracują?

Naszym największym marzeniem, nad którym pracujemy wraz z Parafią Wojskową, jest otwarcie Centrum Pomocy Rodzinie Wojskowej przy Jednostce Wojskowej Komandosów w Lublińcu. Będzie to nowoczesna przestrzeń, wyposażona w salę konferencyjną, gabinety dla specjalistów, sklep z wojskowymi pamiątkami oraz kawiarenkę dla żołnierzy.

Centrum będzie miejscem, w którym planujemy organizować szkolenia — w tym takie, które dzięki naszym doświadczeniom ułatwią rozpoczęcie działalności innym fundacjom wspierającym żołnierzy i ich rodziny.

Jubileusz

Zostawmy na moment plany i spójrzmy wstecz. Jednostka obchodzi 65 lat istnienia i 15 lat jako JWK, Fundacja towarzyszy jej od trzynastu. Co się przez ten czas zmieniło w tym, jak wojsko myśli o rodzinach?

Wbrew temu, co się mówi, wojsko myśli o żołnierzach i ich rodzinach. Jestem w kontakcie z wieloma dowódcami jednostek wojskowych i każdy z nich dostrzega konieczność powołania organizacji takich jak nasza. Dlatego też Centrum Pomocy Rodzinie Wojskowej mogłoby być kompendium wiedzy, zdobytych doświadczeń oraz poniesionych porażek — bo takie też miały miejsce.

Dowódca powiedział nam, że „silna rodzina jest jednym z filarów stabilnej i skutecznej służby”. Jak to zdanie wygląda z perspektywy Fundacji?

W kuluarach mówi się, że dla żołnierza Wojska Polskiego nie trzy, a cztery dewizy są najważniejsze: Bóg, Honor, Ojczyzna i… Rodzina. Każda instytucja — w tym wojsko — ewoluuje. Zmieniają się zadania i sposób pełnienia służby. Nie zmienia się jednak jedno: za każdym żołnierzem stoi rodzina, która jest jego fundamentem.

Naszywka Fundacji „Wspieram cicho i skutecznie” na mundurze żołnierza JWK

Nazwa Fundacji odwołuje się do motta jednostki, „cisi i skuteczni”. To również opis tego, jak Panie działają?

Od lat przyświeca nam dewiza lublinieckich komandosów — cicho i skutecznie. Bywają jednak sytuacje — jak np. choroba śp. Ignasia, syna żołnierza JWK — kiedy wszystkie zasady przestają mieć znaczenie. Nie wiem, czy Państwo wiecie, ale prowadzenie fundacji niesie za sobą — oprócz ogromnej satysfakcji, kiedy uda się wyjść z choroby — ogromny ból w sercu w przypadku straty.

Co jeszcze chciałaby Pani, żeby przy okazji tego jubileuszu wybrzmiało — coś, o czym zwykle się nie mówi?

Fundacja „Wspieram cicho i skutecznie” jest aktualnie jedyną organizacją w Polsce, działającą przy jednostce wojskowej, która w 100% pokrywa koszty leczenia żołnierzy i ich rodzin. Jest to również jedyna fundacja wraz z Parafią Wojskową przy JWK, która dzięki oddolnej inicjatywie jest w trakcie realizacji powstania Centrum Pomocy Rodzinie Wojskowej.

Dla czytelnika

Nasi czytelnicy to często ludzie, którzy sami myślą o służbie w Wojskach Specjalnych — a więc i o przeprowadzce do Lublińca. Jak wygląda życie rodziny w tym mieście?

Mieszkam w tym mieście od urodzenia. Lubliniec ma około 23 tysięcy mieszkańców. Są tu trzy Domy Pomocy Społecznej, wiele firm produkcyjnych, duży Szpital Neuropsychiatryczny, Zakład Karny dla Kobiet oraz jeden z największych producentów włóknin. W bliskiej okolicy znajduje się wiodący zakład stolarki drzwiowej oraz wciąż rozwijająca się strefa ekonomiczna.

Mamy Urząd Miasta i Starostwo Powiatowe, prokuraturę oraz sąd. W Lublińcu znajdziecie również Państwową Straż Pożarną, szkołę muzyczną, komendę policji i straż miejską. Liczne przychodnie, przedszkola, żłobki i inne miejsca dające możliwość zatrudnienia.

A jeśli ktoś potrzebuje jednak większego miasta?

Potrzebujecie czegoś więcej? Częstochowa — 35 km, 40 minut. Chorzów — 58 km, godzina. Zabrze — 54 km, godzina. Katowice — 63 km, 1 godzina 10 minut. Kraków — 157 km, 1 godzina 52 minuty. Warszawa — 253 km, 2 godziny 35 minut. Wrocław — 158 km, 2 godziny 5 minut.

Jestem częstym gościem w naszej stolicy i wiem, że przemieszczenie się z punktu A do punktu B w godzinach szczytu jest nie lada wyzwaniem.

A co jest tu największym atutem dla rodziny?

W naszej ocenie Lubliniec jest przede wszystkim bezpiecznym miastem. Patrząc na naszych zachodnich sąsiadów, okazuje się, że bezpieczeństwo dla rodzin z dziećmi stało się punktem odniesienia dla tych, którzy po wielu latach wracają jednak do korzeni.

Co powiedziałaby Pani partnerce albo partnerowi kogoś, kto właśnie zdał selekcję?

Wspieraj, ale nie zapominaj o sobie. Bycie żoną czy partnerką komandosa to niesamowita przygoda, która niesie za sobą też spore obciążenie. Zachowując balans, możesz czuć się szczęśliwa i spełniona.

Żołnierz JWK z córką przed planszami w izbie pamięci jednostki

Jak konkretnie można Fundacji pomóc?

Pomagać można na wielu polach — nie zawsze finansowych. Czasem podbijanie naszych postów okazuje się kluczem do sukcesu. Innym razem udział w aukcjach. Każda aktywność jest na wagę złota.

Pamiętam sytuację, kiedy ktoś udostępnił nasz post. Jego znajomy to zobaczył i wygrał aukcję, która zasiliła konto Fundacji o kilkadziesiąt tysięcy złotych.

A na koniec odwrotnie — jest coś, co muszą Panie ludziom najczęściej prostować? Coś, co opiera się na nieporozumieniu?

Staramy się dbać o transparentność Fundacji, co już na wstępie redukuje liczbę nieporozumień. Bez zbędnej zwłoki odpowiadamy na pytania, numer telefonu Fundacji jest ogólnodostępny. Nasi darczyńcy wielokrotnie bywali w moim domu i osobiście odbierali przedmioty z wygranych aukcji. Niektórzy twierdzą, że nie mam prywatności — ale jeśli ktoś podpisuje się obiema rękami pod tym, co robi, to nie musi się ukrywać.

Fundacja nie usuwa niewygodnych komentarzy pod swoimi postami. To świadoma decyzja?

Zawsze jestem otwarta na merytoryczną dyskusję. Fundacja nie usuwa komentarzy pod zamieszczanymi postami — nawet tych niewygodnych. Dopóki ktoś nie obraża w nich innych osób, zawsze odpowiadamy i staramy się być otwarte na konstruktywną krytykę.

Nieporozumienia traktujemy w kategorii wyciągania wniosków i eliminowania ich na przyszłość. Osoby trzecie często mają inne spojrzenie na daną sytuację i bywały sytuacje, kiedy dzięki opiniom innych otwierałyśmy oczy na nowe możliwości. Nie jesteśmy hermetycznym środowiskiem, które nigdy się nie myli, i nie uważamy, że nasza racja jest jedyną słuszną. Słuchamy ludzi, analizujemy i wciąż się uczymy — mimo trzynastu lat działalności.

Grafika Fundacji „Wspieram cicho i skutecznie” z numerem KRS do przekazania 1,5 procent podatku

Jak wesprzeć Fundację

Fundacja „Wspieram cicho i skutecznie”
ul. Sobieskiego 35, 42-700 Lubliniec

Wpłaty:
BNP Paribas: 74 2030 0045 1110 0000 0301 2660

1,5% podatku:
Fundacja jest organizacją pożytku publicznego. W rozliczeniu rocznym wystarczy wpisać numer KRS 0000488709.

Licytacje charytatywne prowadzone są na profilu Fundacji na Facebooku: facebook.com/Fundacja-Wspieram-cicho-i-skutecznie

Źródła

Rozmowa przeprowadzona pisemnie we wrześniu 2026 roku; odpowiedzi autoryzowane przez Fundację „Wspieram cicho i skutecznie” 1 października 2026 roku. Cytat dowódcy JWK pochodzi z naszej rozmowy z płk. Marcinem Suszką. Dane rejestrowe Fundacji — Krajowy Rejestr Sądowy, numer KRS 0000488709. Zdjęcia: Daniel Dmitriew; grafika: Marcin Kazuch — materiały Fundacji „Wspieram cicho i skutecznie”, publikowane za jej zgodą.


To jedna z rozmów, które publikujemy z okazji 65-lecia JW 4101 i 15-lecia Jednostki Wojskowej Komandosów. W pozostałych oddajemy głos ludziom, którzy przeszli drogę tej jednostki od środka — dowódcy jednostki płk. Marcinowi Suszce, byłemu szefowi selekcji mjr. rez. Damianowi Matkowskiemu i Krystianowi Wójcikowi, który przeszedł drogę od poborowego do instruktora. Wszystkim zadaliśmy jedno wspólne pytanie; ich odpowiedzi zestawimy w osobnym materiale.

Dodaj komentarz

Komentarze są moderowane. Trzymajmy ton — bez wyzwisk, bez teorii spiskowych, bez ujawniania danych operatorów.

Zaloguj się